Urodzinkowo – wspominkowo

Stało się – Wika jest już bardzo dużą dziewczynką – skończyła 3 lata 😀 Czas ten zleciał nie wiem kiedy, nagle z maleńkiego, bezbronnego noworodka stała się bystrą, rezolutną i charakterną panną. Już nie będą jej dotyczyć takie ograniczenia na zabawkachZnak-ograniczenia-wiekowego_medium  

Miała być wielka impreza w sobotę, miała być wielka impreza dziś. Dziś jedynie małe spotkanie z chrzestnym, który nie będzie mógł jeszcze raz przyjechać. Niestety, wszystkie plany wzięły w łeb, bo Jubilatka spotkała się w piątek z koleżanką, panną J.  Panna trochę namieszała w żołądku, osłabiła, ale generalnie nie jest najgorzej i chyba niebawem będziemy się z nią już żegnać.

Wychwalam pod niebiosa Smectę, choć 1,5 godzinna wojna, jaką stoczyłam o wypicie niespełna pół szklanki tego ustrojstwa, była słyszalna chyba w promieniu 5 kilometrów od nas. Oj, odbiła się głośnym echem. Nie zdziwię się, jeśli ktoś będzie wnioskował o założenie mi Niebieskiej Karty za znęcanie się nad dzieckiem 😉

Ale wracając do tego, co działo się 3 lata temu.

 

Czwartek, 3 marca 2011

DW, czyli Dzień Wizyty. Niestety, Doktor stwierdza, że puchniemy bardzo, we wtorek mamy się kłaść na oddział.  Na kilka dni, na badania. Albo i dłużej – cokolwiek by to miało oznaczać.

Piątek, 4 marca 2011

Na ostatnią chwilę przyjeżdżają zakupy wyprawkowe, włącznie z artykułami higienicznymi, wózkiem i fotelikiem samochodowym. Można zapakować torbę, tę „NA PORÓD i PO PORODZIE” i dopakować młodzieżową. Jeszcze małe prasowanko i można uznać, że wszystko gotowe.

Wtorek, 8 marca 2011

Pobudka o 6 rano, ostatnie zdjęcie Wikowego M4 na pamiątkę, jeszcze włosy trzeba wyprasować, bo przecież na oddziale trzeba jakoś wyglądać 🙂

No to jedziemy.

Przyjęcie na oddział, podstawowe i dodatkowe badania, potem jeszcze USG. Przychodzi położna, pyta czy zamierzam teraz rodzić, bo nie wie czy ma książeczkę wypełniać. Mówię, że nie, że ja tu tylko na badania i do domu wracam.

Ale wychodzi, mamy 2 paskudztwa – cholestazę i zatrucie ciążowe…Brzmi milutko. Od razu podłączają do dwóch smyczy, z których leki spływają w moją żyłę istnym kurcgalopkiem.

Jeszcze ktg, skurcze na ok. 60%. W ocenie ordynatora podczas obchodu – „Do rodzenia to pani jeszcze daleko”. No dobrze, w końcu to jeszcze nie nasz czas. Na dobranoc znów kołysanka w postaci kolejnego KTG.

Tylko jakoś tak zasnąć nie mogę.

22.00…

23.00… Barany…

24.00… 9 marca 2011    Barany i owce..

Wizyta w toalecie

1.00… Gry w telefonie już się znudziły. Do baranów i owiec dołączają kozy.

1.30… Czemu ta sąsiadka tak głośno chrapie???

2.00… Co jeszcze można policzyć??

2.48…

6.00 Chyba film mi się urwał, bo mnie budzi jakiś wyciek. Wizyta w toalecie – O MAMUNIU! Chyba się coś zaczyna!!

Wokół mojego łóżka zbiegowisko w postaci pielęgniarek i położnych. KTG (80-90%, ale mnie to nie boli, ot zwykłe stawiania jakie miałam od 16 tygodnia), badanie, w trakcie którego chlusta ze mnie jeszcze bardziej i magiczne 4 cm już za nami. Ale to jak to?!!! Przecież mamy jeszcze 3 tygodnie! I słowa położnej, które jeszcze długo huczały mi w głowie – „Idziemy na porodówkę”. Jak to z dziewczynami na sali sobie żartowałam – na drugą stronę.

Szybki telefon do Wonża, żeby torby przywoził, bo Młodzież rozpoczęła ewakuację. Wcześniej niczego nieświadomy, pojechał do pracy, a tu taki telefon z rana. Lepsze niż najmocniejsza kawa 🙂

Przyjechał, przytransportował z sali wszystkie moje rzeczy i zaczynamy zabawę w rodzenie 🙂 Uskuteczniam mistrzostwa świata w podskokach na piłce, spaceruję, w międzyczasie odprawiam jeszcze męża na spotkanie z geodetą, żyjąc w nadziei, że zdąży wrócić.

Zdążył. Ok, no to rodzimy dalej.

Kolejne badanie, z którego już nie wróciłam w postaci 2in1. Wonżu znów nieświadomy co się dzieje w temacie, został na korytarzu. I czekał. I po jakimś czasie tego przedłużającego się badania usłyszał, że widać już główkę 🙂

Wybiła godzina 14.10, 9 marca i się urodziła. Kluska – 52 cm i 2870g 🙂

Od razu dała znać, że u niej wszystko w porządku. Zwieźli nas później na salę, a mi zamarzyło się kolejne dziecko.

Eh, wariatka 🙂

 

 

Wspomnienia w pełni pozytywne, bolało, bo jakże by miało nie boleć, ale jednak widok tej małej Kruszyny przesłonił mgłą ten cały ból i wysiłek 🙂

 

Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin, Córeczko 🙂

happy-birthday-72160_640

 

 

 

A Ty, dobrze wspominasz swój poród?

903 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge