Twoje dziecko ma 2 lata i mało mówi? Niepokoi Cię jego rozwój mowy? Przeczytaj to koniecznie!

Każda mama (tata zresztą też) niepokoi się o rozwój swojego dziecka. Jednym z aspektów tego rozwoju jest mowa.  Od czasu do czasu w różnych miejscach natrafiam na wpisy, posty etc. różnych mam, które zastanawiają się, czy mowa ich dziecka rozwija się prawidłowo. Pod tym wpisem można znaleźć masę niezmiernie drażniących mnie „uspokajaczy” płynących od innych mamuś. Dziś wpis o tym i dla tych, którzy stawiają sobie pytanie w stylu „Czy moje dziecko mówi tak jak powinno mówić dziecko w jego wieku?”.child-217191_640

Niejednokrotnie podejmowałam walkę z takimi właśnie „uspokajaczami” (nie z mamami, żeby nie było 😉 ). Hasło to specjalnie ubieram w cudzysłów, ponieważ takie odpowiedzi dają tylko pozorne uspokojenie. Wracając do tych moich walk – im bardziej rozmowy się rozwijały, tym bardziej miałam odczucie, że ważniejsze jest to, że inne dziecko też późno zaczęło mówić, niż stanowisko moje jako logopedy (bądź co bądź specjalisty od mówienia i rozwoju mowy). Chwilami miałam wrażenie, że gdybyśmy się spotkały „w realu” to by wydrapały mi oczy broniąc swoich racji.

Teraz powoli będę zbijać najpopularniejsze z mitów.

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Mama (nazwijmy ją A) pisze na mamusiowym forum, że jej synek ma 2,5 roku i mówi tylko „mama”, „tata” i „baba”, a reszta to tylko jakieś dźwięki i zastanawia się, czy to normalne. I pojawiają się odpowiedzi. I wiecie co? Mało która mama doradza wizytę u logopedy. Praktycznie każda inna odpowiedź jest związana z jakimś „uspokajaczem”.

Uspokajacz nr 1.” Każde dziecko jest inne, zacznie mówić, kiedy będzie czuć potrzebę”.

Ok, to nie mit, każde dziecko jest inne (nawet bliźnięta jednojajowe). Tak więc dlaczego mamy namiętnie posługują się tym argumentem, same sobie zresztą przecząc, pisząc, że „moje dziecko zaczęło mówić jak miało 4 lata to Twoje też zacznie” albo „mojej siostry córka też późno zaczęła mówić, a teraz buzia jej się nie zamyka”. No sorry, skoro każde dziecko jest inne, to na jakiej podstawie twierdzą, że dziecko A też w końcu samo wyskoczy z mową? Tylko dlatego, że u dziecka pani B i pani C tak było?? Nie sądzę.

Uspokajacz nr 2. „To chłopiec, ma jeszcze czas na mowę, chłopcy z reguły później zaczynają mówić.”

Stereotyp, którego zupełnie nie rozumiem. Tak jakby posiadanie pewnej konkretnej części ciała decydowało i pozwalało chłopcu zacząć mówić później. Gdzie tu sens, gdzie logika.

Uspokajacz nr 3 „Nam pediatra powiedział, żeby dać dziecku jeszcze czas, jeszcze zacznie mówić”

Tutaj mamy dwie kwestie. Po pierwsze – ile tego czasu dawać? Do 3-4 roku życia? A może jeszcze dalej, bo to może jeszcze nie TEN czas? Druga kwestia to wiedza lekarzy na temat rozwoju mowy dziecka. Z całym szacunkiem dla nich i ich ciężko zdobytej wiedzy, ale na rozwoju mowy się nie znają (choć znam chlubne wyjątki).  A jeśli się na tym nie znają, to niech nie udają, że się znają i zajmą się leczeniem chorób, a ocenę rozwoju mowy zostawią logopedom (bądź co bądź – specjalistom od mówienia).  Ale tego się nie zwalczy – rodzice na początku radzą się pediatry, to on jest wyrocznią czy kierować ich dalej, czy uspokoić, pozostaje więc uświadamiać lekarzy, jakie są prawidła rozwoju mowy.

A tak jeszcze trochę w nawiasie napiszę, jak już przy tych lekarzach jesteśmy. parę miesięcy temu konsultowała się ze mną mama 6-letniej dziewczynki, bo lekarka powiedziała, że dziecko musi już mówić literki „sz”, „rz”, „cz”, „dż”. Chwała mu za to, że pokierował. Ale – drogi panie doktorze – literki to się czyta i pisze. Mówi i słyszy się GŁOSKĘ. Taki niuans. Wszystko wszystkim, nie chcę się czepiać, ale to jest wiedza na poziomie klas 1-3 szkoły podstawowej… Podkreślam jeszcze raz – do lekarzy nic nie mam, korzystam z ich usług w takim zakresie, jakim jest konieczność (czyt. leczenie chorób). Ale jeśli chcą doradzać w kwestiach rozwoju mowy i ewentualnego czekania z konsultacją u logopedy, to niech się na początek trochę podszkolą w tej materii, a nie tylko w zakresie współpracy z firmami farmaceutycznymi. Niech się zajmują tym, na czym się znają. Jak Oliwce ropiało oczko, to nie prowadzałam jej do pediatry czy chirurga ( bo się na tym nie znają), a do okulisty, i to okulisty dziecięcego, który specjalizuje się w tak malutkich oczach.

Uspokajacz nr 4 „Każde dziecko rozwija się w swoim tempie”

No tak, każde dziecko ma swoje tempo. Ale są normy (i ok. 3-miesięczne widełki od nich) i ich się należy trzymać, a nie porównywać z innymi dziećmi. Bo właśnie każde dziecko jest inne – u jednego może wszystko być w porządku, a u innego np. niedosłuch, nawet lekki, czy mikrouszkodzenie mózgu powstałe w trakcie porodu (o większych zaburzeniach typu upośledzenie czy autyzm już nawet nie wspominam) – i dlatego mowa rozwija się wolniej. W rozwoju ruchowym też są normy, i dlaczego bijemy na alarm, jak dziecko ma tyle i tyle, a nie trzyma jeszcze główki, nie siedzi, nie raczkuje, nie chodzi??? To samo dotyczy rozwoju mowy. Dlaczego nie bijemy na alarm, jak dziecko ma 2 latka i nie mówi nic, lub tylko kilka słów (gdy normą jest niespełna 300 i budowanie pierwszych zdań)??? Dlaczego normy ruchowe są tak istotne, dziecko musi się rozwijać książkowo, a werbalnie już nie i każe się dać dziecku jeszcze czas?

Nie piszę tego, żeby siać panikę, czy nabijać sobie i innym logopedom klientelę. Piszę po to, żeby uświadomić Wam, Rodzicom swych własnych dzieci, że mamy na forach i portalach społecznościowych to, niestety, ale najczęściej nie jest dobry doradca w kwestiach rozwoju mowy.  One dają przykłady ze „swojego podwórka”, które nijak mają się do Waszych dzieci.

Jeśli „coś” w rozwoju mowy Twojego dziecka Cię niepokoi (kliknij po etapy rozwoju mowy dziecka, o tym co powinno Cię zastanowić piszę tutaj ) to skontaktuj się z logopedą (czy to w poradni psychologiczno-pedagogicznej, często logopedzi są też w ośrodkach zdrowia, czy nawet prywatnie). On nie gryzie, mądry logopeda nie wyśmieje Was, że przychodzicie z tak małym dzieckiem, tylko zbierze wywiad dotyczący porodu i dotychczasowego rozwoju Waszego maluszka, oceni jego mowę i motorykę narządów mowy. Dopiero na tej podstawie podejmie decyzję, co robić dalej. Tego nie zrobią mamy. One będą USPOKAJAĆ (oby tylko się nie okazało, że mama A została uspokojona bezpodstawnie, bo za parę lat wyjdzie u jej dziecka np. ubytek słuchu.

Zaznaczę tu jeszcze (mamusiaszymusia dziękuję za przypomnienie 🙂 ) – do logopedy z reguły nie potrzeba skierowania. Po prostu idziecie i umawiacie się na wizytę. Choć, jeśli to ma być logopeda, który przyjmuje w przychodni zdrowia, to lepiej się wcześniej zorientować, żeby czasem Was rachunkiem nie zaskoczyli 😉 W poradniach psychologiczno-pedagogicznych (to są placówki oświatowe, a nie medyczne) skierowania od pediatry nie są potrzebne. To samo dotyczy wizyt prywatnych.

A teraz ja uspokoję 🙂 No co? 🙂

Najczęściej wystarczy, że logopeda da wskazówki, jak ten rozwój mowy popielęgnować, w co i jak się bawić, żeby mowa wyskoczyła kurcgalopkiem. Często przyczynę wolniejszego przyrostu słownictwa stanowi obniżona motoryka narządów mowy. Wtedy najczęściej wystarczy tylko dziobaska rozruszać i można zapomnieć o tym, że dziecko miało do czynienia z logopedą 🙂 A nawet jeśli terapeuta zdecyduje o konieczności terapii – to nie załamujcie się ani swoich rąk. Im wcześniej rozpoczniecie tym lepiej, bo dziecku będzie łatwiej, krócej to wszystko potrwa i ułatwicie dziecku start i dalsze funkcjonowanie 🙂

No bo chyba łatwiej jest żyć, jak można się z kimś dogadać, nie?

baby-164003_640

dymek komentarze1

98,758 total views, 52 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge