Teksty, tekściki, tekstóweczki, czyli krótka rzecz o tym, ile może mówić dwulatek

„Jak ta malutka pięknie mówi. Ile ona ma?”. „Ach, jaki wygadany maluszek”. Takie i tego typu słowa słyszę bardzo często w odniesieniu do Oliwii. Gdy pytający słyszy, że Młodzież dopiero co skończyła 2 lata, bardzo często nie może się nadziwić, że dwuletnie dziecko może tak ładnie mówić, że z taką łatwością można się dogadać z takim maluchem. Mało tego. Podobne słowa słyszałam także w odniesieniu do malutkiej Wiktorii, która pięknie posługiwała się mową będąc młodszą niż Oliwia w tym momencie.

Obraz 16579

Nie chcę się tu chwalić, przechwalać czy nic w ten deseń, ale fakt jest faktem – Oliwia mówi bardzo ładnie. Wiadomo, popełnia wiele typowych dla wieku błędów, zwłaszcza gramatycznych, ale w zakresie słownictwa i budowania zdań – zadziwia. Pozytywnie, oczywiście. Potrafi ułożyć krótkie, 1-2-zdaniowe opowiadanie (cyt.: „Wcolaj ziabiłam muchę, kapciem. Oklopna!”). Czy to, że po dziś dzień opowiada, że „Jechałam windą, na kulki, nie bałam!”. Miało to miejsce jakieś 3 tygodnie temu, wjechałyśmy windą na salę zabaw, gdzie jest basen z kulkami. Taka jest z siebie dumna, że udało jej się bez większego strachu pojechać windą. Kilka dni temu dodała do tego słowo „usy” (uszy) i gest zasłaniania ich, bo przypomniało jej się, że nie bała się tak bardzo, bo zasłoniła uszy.

Co jeszcze? Używa zaimka ja, się, siebie, sobie (gdzie wiele dzieci dużo od niej starszych mówi o sobie po imieniu). Dzielnie walczy z gramatyką: odmienia czasowniki przez osoby, choć nie zawsze poprawnie (mam tutaj z niej bardzo często ubaw po pachy, jakie kwiatki jej wychodzą), właściwie zawsze prawidłowo korzysta z wszystkich 3 czasów. Wykorzystuje też autokontrolę słuchową (bardzo mądre określenie, ale jest to po prostu przysłuchiwanie się temu, co się mówi) – gdy usłyszy, że powiedziała źle, a wie, że słowo powinno brzmieć inaczej, sama poprawia swoje błędy.

W jej mowie pojawiają się też głoski s, z, c, dz, choć nie ma w tym jeszcze żadnej konsekwencji, nadal dominują głoski ś, ź, ć, dź.

Oczywistym jest, że nie zawsze postronne osoby zrozumieją sens młodzieżowej wypowiedzi. Jeszcze jakieś 2-3 tygodnie temu przestawiała słowa w zaprzeczeniach mówiąc „bałam, niee”, „pić, niee”, „jechałam, niee”, co miało oznaczać, że się nie bała, nie chciała pić czy nie jechała. Ktoś, kto na co dzień nie miał z tym do czynienia, nie wiedział, o co chodzi. Do tego w jej mowie sporadycznie pojawiają się jeszcze słowa, które stanowią łatwiejszą wersję tego właściwego, przestawienia sylab i głosek np. „pisowam” oznaczające piszę, „pulić” – przytulić czy jeszcze 2 tygodnie temu komar będący „kolamem”.

Tutaj mam dla Was część tego, co udało mi się spisać:

„ja z Witolią tańćiłamy” – ja z Wiktorią tańczyłyśmy

„zejdełam” – zeszłam

„wzionde puski i schowam” – wezmę puszki i schowam (poprosiłam ją, żeby pochowała puszki do szafki)

„głowa psieśkadzia mi… śwędzi moćno…” – i zaczęła się ochoczo po tej głowie drapać

mówię do niej: Wyjdź, proszę. Gdy wyszła, usłyszałam: „wyjdziełam!”  A już kilka dni później na tą samą prośbę usłyszałam „Wyjłam. Tloseckę” (bo zamiast wyjść z pomieszczenia, zrobiła tylko 2 kroki i stanęła w progu).

Zauważyła na mojej nodze strupek. Podeszła, dotknęła paluszkiem i pyta: „Gaguńcię źlobiłaś?? Udeziłaś?”

Zapieram młodzieżowe (bardzo brudne) skarpetki. Podchodzi Oliwia i pyta mnie, co robię. Odpowiedziałam, że piorę. Gdy skończyłam, Oliwia do mnie: „Juś?? Wypielłaś??”

Przyniosła mi z ogrodu kwiatek. Wzięłam od niej, powąchałam i powiedziałam, że ładnie pachnie. Co usłyszałam w odpowiedzi? „Ja tes mogę pachnąć?” Słowa „powąchać” nie znała wcześniej, wykorzystała więc słowo „pachnie” do stworzenia czegoś określającego czynność wąchania.

Przykład autokontroli słuchowej. Idziemy na basen. Oliwia podekscytowana opowiada, że „lącki będzią, będzio, będą pływać”

Każdy dzień jest pełen takich cudownych do słuchania tekstów. Można siedzieć i spisywać godzinami 🙂

Na koniec mam dla Was jeszcze foch w wykonaniu Oliwii. Wytyka język (z reguły :/ ), obrażona odwraca głowę i obrażonym tonem mówi: „idę stąd, nie siucham Cię” 🙂

Teraz mam dla Was coś do oglądania 🙂 Dużo do oglądania i do słuchania 😉

Ale wiecie, ja się nie chwalę 😉 …. No dobra, macie rację… Jednak się chwalę 🙂 Ale jest czym 🙂

No to odpalamy głośniki tudzież podłączamy słuchawki, bierzemy popcorn/chipsy czy co tam wolicie, zasiadamy przed ekranem i oglądamy 🙂

Na początek tak troszkę wspominkowo – oto przed Wami malutka Wiktoria

 

A oto Oliwia. I to moje najsłodsze: „kocham Cię na fiecie!!!” (w domyśle: kocham Cię najbardziej na świecie)

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, to jest jeszcze coś. Ale o tym w jednym z następnych wpisów.

Dlaczego sprawnie mówiący dwulatek tak bardzo wpędza w osłupienie nieznające go osoby? Jak mocno musi być zakorzeniony w ich świadomości stereotyp, że dziecko 2-3-letnie może używać pojedynczych dźwięków, słów? Przecież taki dwulatek jest coraz bardziej niezależną osobą, coraz więcej wie o otaczającym go świecie, coraz więcej rozumie. Dlaczego nie dziwi fakt, że biega jak szalone, skacze, baaa, wywiera się na nim nacisk, żeby załatwiało potrzeby fizjologiczne do nocnika czy toalety, a mówienie może leżeć odłogiem? Przecież to jest tak samo wyznacznik prawidłowego rozwoju, jak wszystkie inne sfery funkcjonowania małego dziecka.

Czy ktoś mnie oświeci, o co w tym wszystkim chodzi??

Obraz 16575

5,538 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge