Szybcioch no. 2 – Kontrola rodzicielska na każdym kroku

Niby nic. Taki zwykły, najzwyklejszy przedmiot na świecie. Wielokrotnie używany podczas słonecznych dni. Miała go Wiktoria, ma go teraz i Oliwia, a jakże. Przecież trzeba się chronić.

Kapelusz przeciwsłoneczny. To o nim tu mowa. Do dziś był dla mnie jedną z bezpieczniejszych rzeczy pod słońcem (o ironio!).

Od dziś już przestaje taki być. Jak tylko młodsza młodzież będzie go miała na głowie, to będę czujnym okiem ją kontrolować. Bez ustanku.

 

Co się stało?

Pogoda dziś piękna, więc gdy szłyśmy spacerkiem po Wiktorię do przedszkola, Oliv na głowie posiadała rzeczony kapelusz. Wiązany. I tu jest pies pogrzebany.

Innego nie może mieć, bo zaraz zdejmuje, to samo z chustkami na głowę. Musi więc mieć wiązany. A że ona dziecko głównie czapkowe (większość swego świadomego życia spędziła właśnie w czapce, toż przecież po drodze była jesień, zima i wiosna), to nie powinno jej wadzić. A dziś właśnie zaczęło.

Tak więc jedziemy sobie spokojnie, budę jej postawiłam, żeby jej tak po oczach nie świeciło (parasolką przeciwsłoneczną się bawi i koniec końców za chwilę zdejmuje). Co chwila zerkałam przez okienko w budzie, co tam u niej słychać. A ona wykorzystała tą chwilę, kiedy akurat nie zerkałam.

Nasza pomysłowa córeczka zdjęła sobie kapelusz. Przez potylicę, na której się zatrzymał. Kapelusz cały czas zawiązany. Lecę jej poprawiać, a ona już na buzi cała czerwona, oczy na słupkach i całe we łzach. I cisza. Grobowa wręcz cisza.

Serce mi zamarło.

Gdy ją uratowałam usłyszałam wielki płacz.

 

A moje serce na nowo podjęło pracę.

Na szyi jeszcze długo była złowieszcza czerwona pręga 🙁

 

Winowajcy:

Obraz 1140

 

A czy Twoje dziecko napędziło Ci kiedyś stracha?

1,071 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge