Smoczkowe ABC: Smoczek – czy to samo zło?

Smoczki – temat kontrowersyjny, dzielący logopedów, ortodontów, pediatrów na dwie (równe czy nie) połowy. Każdy ma swoje własne zdanie, własne doświadczenia. Ja chciałabym Wam przedstawić moje stanowisko – logopedy i matki 🙂

Długo, bardzo długo zastanawiałam się, jak tą serię wpisów poświęconych smoczkom podzielić. To temat rzeka, a chciałabym, żeby to miało te przysłowiowe ręce i nogi 😉

4447738461_3870bac5d6_z
Żródło: flickr.com/ fot. Kevin CC BY-NC-ND 2.0

Na wstępie chciałabym napisać o swoim stanowisku, jako matki dwójki dzieci.

Wiktoria – pierwsze dziecko, nie musiałam dzielić mojej uwagi na inne dziecko. Miałam ambitny plan bezsmoczkowego wychowania. Ale… Była malutka, miała może ze 2-3 miesiące, kiedy stało się tak, że zaczęła do snu ten smoczek dostawać i stał się on jej wiernym towarzyszem podczas zasypiania (za chwilę dowiecie się – czemu). Z biegiem czasu stało się tak, że bez niego nie umiała zasnąć. Moja lampeczka się zapaliła, że gdzieś tu coś za daleko zaszło. Aż w końcu…

Był pewien wieczór, Wiki miała wtedy 9 miesięcy. Jadła kolację. Była wykończona, zasnęła z kanapką w buzi. Wykorzystałam ten moment, następnego dnia smoczka nie dostała. Oj, było ciężko, płacz był długi, ale staraliśmy się Ją jakoś pocieszyć. Kilka ciężkich drzemek, kilka długich wieczorów i smoczek został pożegnany 🙂

Oliwia – dziecko drugie, więc moja uwaga musi dzielić się na 2. Chciałam Młodzież zasmoczkować, tylko do zasypiania. Jak na złość – nie wiedziała co ze smoczkiem można zrobić. Wiele prób, podejść, a Ona nadal gryzła, wypychała, no nie szło. Odszedł problem, bo nie trzeba było się później odsmoczkowywać, ale coś czuję, że gdyby ten smoczek na drzemki miała, to by drzemki wyglądały z goła inaczej i nasze wspólne życie byłoby dużo łatwiejsze, odpadła by masa innych problemów. Ale cóż…

Tyle ode mnie, jako matki 😉

Teraz przemówi do Was logopeda 🙂

Będę się skupiać głównie na smoczkach uspokajaczach; butelki póki co zostawiam z boku, bo używanie smoczków butelkowych jest podyktowane wyższą koniecznością (napełnieniem małego żołądka).

Na początek – krótko o zaletach stosowania smoczka (choć one są ogólnie znane):

zaspokajanie odruchu ssania. Dzieci pijące mleko z piersi rzadziej odczuwają dodatkową potrzebę ssania, ponieważ ssanie piersi trwa dłużej niż najadanie się z butelki, więc dzidziuś zdąży się nassać. Chyba, że jest prawdziwym ssakiem, takim przez wielkie eS, to wtedy może domagać się dalszego ssania.

I takim Ssakiem była właśnie Wiktoria. Pamiętam nasze wielogodzinne wysiadywanie na kanapie, raz jeden cyc, raz drugi, potem jeszcze SNS, Młodzież przysypiała, więc nienajedzona, pobudka, znowu jedzenie, i tak wkoło Macieju. W pewnym momencie doszło do tego, że się przejadała, ulewała i wymiotowała z przejedzenia, a ciągnąć chciała dalej. I wtedy w ruch poszedł właśnie smoczek.

pomoc przy usypianiu – maluszkom najlepiej zasypia się podczas ssania. Jak już wiecie ssanie wycisza, uspokaja, relaksuje, więc dzidziuś ze spokojem zapada w sen, wręcz odpływa. Jeśli nie ma piersi/smoczka, maluszek może sobie szukać jakichś produktów zastępczych, np. kciuk, a to już grubsza sprawa, dużo gorsze rozwiązanie.

redukuje napięcie, stres, pomaga się uspokoić – i tu znów ssanie ma działanie terapeutyczne 😉

– kiedyś gdzieś wyczytałam, że pomaga w odzwyczajaniu od nocnego karmienia – kiedy z czasem dzieje się tak, że w nocy maluszek budzi się, zostaje przystawiony do cyca/dostaje flaszkę, po kilku minutach zasypia i nie opróżnia piersi/nie dojada swojej porcji, to sygnał, że nocny posiłek przestaje już być potrzebny, dziecko budzi się po prostu z przyzwyczajenia. Smoczek może pomóc dziecku w przesypianiu nocy. Nie wiem, nie próbowałam, moje dzieci same rezygnowały z nocnego jedzenia: Wiki miała 4 miesiące, Oliwia – pół roku.

Należy tu podkreślić, że przez pierwsze półrocze swojego życia dzieci naturalnie ssają, podgryzają swoje kciuki i piąstki; jest to jak najbardziej prawidłowe i nie należy się tym przejmować. Jeśli jednak to się przedłuża, to wygląda na to, że mamy już do czynienia z nieprawidłowym nawykiem i należałoby w tym momencie interweniować, np. przez podanie smoczka.

A teraz jakie są wady stosowania smoczka?

Może powodować wady zgryzu

No cóż, to fakt niepodważalny. Szczególnie jeśli smoczek jest źle dobrany, podawany za długo i za często. Najczęściej dzieci „posmoczkowe” prezentują zgryz otwarty i przodozgryz. Ale… Czytaj dalej.

Może powodować wady wymowy

A jakże. Wymowa międzyzębowa – taka wada wymowy dominuje wśród dzieci w wieku przedszkolnym i szkolnym (logopedzi po przeprowadzeniu w przedszkolach i szkołach badań przesiewowych są przerażeni skalą tego zjawiska). W wywiadzie z rodzicem – smoczek. Przypadek? Może, w kilku przypadkach. W zdecydowanej większości niestety głównym winowajcą jest smoczek. Smoczek jest też barierą w trakcie kształtowania dojrzałego typ połykania, podczas którego język musi unieść się do góry, pojawia się problem z pionizowaniem języka (a jest ono potrzebne do głosek t, d, n, l, sz, rz, cz, dż i r). Sama jedna pionizacja języka, a jak wiele różnych głosek może być wadliwie wypowiadanych, czas terapii logopedycznej przy tylu głoskach, można liczyć nawet w LATACH. Ale… Czytaj dalej.

Może opóźniać rozwój mowy

Ano może. Jak dziecko ma mówić, kiedy ma „korek” w buzi? Ale… Czytaj dalej.

Może przyczyniać się do infekcji górnych dróg oddechowych

Ten argument praktycznie zawsze zadziwia wszystkich Rodziców, no bo jak to… Co ma piernik do wiatraka??

Ano w tym przypadku ma. Częste i długotrwałe ssanie smoczka obniża napięcie mięśnia okrężnego ust. Dziecko ma problemy z domykaniem buzi, zaczyna nawykowo oddychać przez usta. I wrota do infekcji otwarte. Jak pewnie wiecie, oddychając nosem wpuszczamy do środka powietrze ogrzane, oczyszczone i nawilżone (między innymi ważnymi funkcjami temu służy nos). I teraz jeśli dziecko oddycha buzią, to wpuszcza powietrze zimne, nieoczyszczone i suche. A od tego zaczynają się infekcje gardła i oskrzeli. Ale… Czytaj dalej.

Niewłaściwe dbanie o smoczek jest siedliskiem zła

Ile razy widzę, to za każdym razem mnie krew zalewa. Częsty obrazek – dziecku wypadł smoczek, matka oblizuje i pakuje do buzi dziecka. Fuuj…  Często też maluszki się smoczkami bawią, rzucają tu i ówdzie. Znacie taki obrazek? Maluch siedzi w wózku albo bawi się na podłodze, smoczek na łańcuszku (albo i bez łańcuszka) wisi i szoruje po czym się da. A potem – prosto do buzi. Pół biedy jeśli na gumkę jest założona osłonka; ale z reguły nie jest. O tym, że nasza ślina i każde kąty (nawet dokładnie umyte) są siedliskiem bakterii, drobnoustrojów chyba nie muszę tłumaczyć. Ale… Czytaj dalej.

Podawany za długo, prowadzi do przetrwałego odruchu ssania

W prawidłowych warunkach odruch ssania zanika między 1 a 2 rokiem życia, czyli taki 2-latek smoczka już nie potrzebuje. Przetrwały odruch ssania, niewygaszony, prowadzi do wielu nieprawidłowości, m.in. w pracy mięśni twarzowych (pamiętacie o mięśniu okrężnym ust?), a to z kolei wpływa na artykulację. Ale… Czytaj dalej.

Może po prostu uzależnić

No może. Często widzę, jak maleńkie dzieciaczki stają się smoczkowymi nałogowcami, a potem taki 3-4-latek (czasem nawet starsze) nie potrafi się rozstać ze swoim smoczkiem. Ale… Czytaj dalej.

Wiele z Was pewnie sobie teraz myśli: „Ja też miałam smoka i nic mi nie jest”; „Moje dziecko miało i gada jak najęte”.

Ja sama miałam dwa smoczki; monia i dydusia, używane na zmianę, ale oba musiały być w zasięgu ręki (takim ssakiem byłam 😉 ). I jestem logopedą (z doświadczeniem ortodontycznym co prawda, bo jednak aparat na zęby musiałam nosić). OK, i co z tego.

Jak cześć z Was już wie, ja trzymam stanowisko, że co z tego że „u mnie/u mojego”, skoro każde dziecko jest inne i „u innych” może już tak dobrze nie być. To „u nas” nie daje żadnego pewnika, by sądzić, że u innych będzie tak samo.

Najpierw wszyscy radzą, żeby dawać smoki, a potem jak coś okazuje się, że pojawia się problem ze zgryzem, z wymową, z rozwojem mowy, to odpowiedzialna jest matka, bo dawała. Doradca tylko (albo i aż) radził, bo U NICH żadne problemy się nie pojawiły.

I teraz dochodzimy do sedna.

No to dawać smoczek, czy nie dawać?

Z tego zestawienia wychodzi więcej wad, niż zalet, czyli jeśli nie ma takiej konieczności, to lepiej nie podawać. Ale… Wszystko jest dla ludzi, smoczki też. Ale jest jeden podstawowy warunek – trzeba zachować zdrowy rozsądek, umiar i nie przeginać. Nie dawać na każdy płacz, na każde zawołanie, tylko próbować na inne sposoby zaspokajać potrzeby. Trzeba też prawidłowo przechowywać i nie oblizywać smoczka (na bieżąco myć; na początku wrzątkiem, a gdy dzidziuś jest starszy, wystarczy przegotowana woda; raz dziennie wyparzyć); nie dawać do zabawy. Podawać tylko w takim momencie, gdy inne sposoby uspokojenia brzdąca zawiodły.

I koniecznie odstawić tak szybko jak tylko się da. Nie odwlekać odsmoczkowania w nieskończoność. Starszemu dziecku smoczek nie jest zupełnie potrzebny, nie spełnia podstawowej funkcji, czyli nie zaspokaja odruchu ssania.

Wtedy wszystko powinno być w porządku 🙂

 

4,303 total views, 58 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge