Rodzic-terapeuta. Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Spotkałam się z wieloma opiniami, że moje dzieci to mają ze mną dobrze, bo jako logopeda doskonale zadbałam o ich rozwój mowy. Nie ukrywam, dzięki wiedzy zdobytej na studiach stałam się świadoma czynników, które mogą pozytywnie i negatywnie wpływać na rozwój mowy. Postępowanie w określony sposób było dla mnie niejako naturalne. I myślę, że w dużej mierze dzięki temu, moje dzieci stały się bardzo komunikatywne na długo przed 2. urodzinami. Pamiętacie ten wpis KLIK ?

Zdałam sobie sprawę z tego, że gdyby nie studia, na wiele kwestii nie zwróciłabym nawet uwagi. I w mojej głowie zrodziło się pytanie: Czy to, że jestem logopedą, to dla moich dzieci i dla mnie jako matki jest dobre? Czy bycie rodzicem-terapeutą jest błogosławieństwem, czy przekleństwem?

Błogosławieństwo

  • Rodzic-terapeuta wie, w jaki sposób powinien przebiegać rozwój dziecka w obszarze, w którym jest on sam się specjalizuje
  • Rodzic-terapeuta wie, jakie są pierwsze objawy nieprawidłowości
  • Rodzic-terapeuta wie, w jaki sposób postępować i w jaki sposób nie postępować, aby rozwój jego dziecka przebiegał prawidłowo
  • Rodzic-terapeuta wie, co robić, jeśli u dziecka, mimo właściwego postępowania wobec niego, pojawią się jednak jakieś nieprawidłowości, wie, że w znaczącej ilości przypadków można z tego „wyjść”.

 

Przekleństwo

  • Rodzic-terapeuta wie czasem za dużo, jest zbyt świadomy. Za wszelką cenę chce uniknąć pojawienia się u dziecka jakichkolwiek nieprawidłowości, za bardzo się napatrzył na identyczne zaburzenia we własnej pracy terapeutycznej, że świadomość, iż jego dziecko też by miało to spotkać napawa niejednokrotnie przerażeniem.
  • Rodzic-terapeuta jest (czasem może trochę za bardzo) przewrażliwiony. Jeden niepokojący sygnał ze strony dziecka, a on już snuje czarne wizje. Szuka, drąży, kartkuje notatki i książki ze studiów, męczy kolegów po fachu w poszukiwaniu odpowiedzi na nurtujące go pytania i wątpliwości. Często nawet szuka dziury w całym, co tłumaczy sobie, tym, że robi to dla dobra dziecka.
  • Rodzic-terapeuta często patrzy na swoją latorośl nie rodzicielskim, a „specjalistycznym” okiem. Codzienna, wspólna aktywność jest poddawana, nawet zupełnie nieświadomie, diagnozom i obserwacjom.

W dużej mierze mierze to przekleństwo daje o sobie znać w sytuacji, gdy Rodzic jest specjalistą w tym zakresie, w którym jego własne dziecko okazuje się mieć problemy:

  • Rodzic-terapeuta zadręcza się, obmyśla sprawę z każdej strony próbując dojść do odpowiedzi na pytanie kiedy i co zaniedbał, co przegapił, dlaczego dopuścił do tego, że właśnie ta nieprawidłowość u jego dziecka się pojawiła.
  • Rodzic-terapeuta, mimo, że wie co robić z identycznymi przypadkami w codzienności zawodowej, nie może prowadzić terapii własnego dziecka.  Jest dla niego przede wszystkim kochającym Rodzicem, nie będzie dla niego takim autorytetem, jak terapeuta „z zewnątrz”. Prawda jest też taka, że najmniej cierpliwości mamy wobec własnych dzieci, a bardzo często proces terapeutyczny zajmuje wiele czasu i wymaga anielskiej wręcz cierpliwości.
  • Rodzic-terapeuta zbyt emocjonalnie podchodzi prowadzenia terapii własnej pociechy. Na korzyść dziecka (bądź wręcz przeciwnie – na niekorzyść) tłumaczy szereg czynników decydujących o wystąpieniu nieprawidłowości – obiektywizm diagnostyczno-terapeutyczny będzie równy 0. Za wszelką cenę dąży do ideału, jest bardzo surowy.
  • Rodzic-terapeuta, gdy już przekaże swoje dziecię pod opiekę kolegi czy koleżanki po fachu, musi się bardzo pilnować, by nie ingerować w przebieg terapii.

 

Tworząc ten wpis nie miałam na myśli tylko i wyłącznie Rodziców-logopedów. Sądzę, że podobne odczucia dotyczą terapeutów innego rodzaju specjalności.

Nie da się wg mnie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule wpisu. Jeśli rozwój dziecka przebiega bez jakichkolwiek zastrzeżeń, wiedza zdobyta na takich czy innych studiach może być błogosławieństwem. Jednak gdy tylko zaczynają pojawiać się jakieś problemy, zaczyna dominować przeklęta strona medalu.

Dlatego też, w sytuacji, gdy jest konieczność prowadzenia terapii, najlepszym rozwiązaniem jest wykonywanie zaleceń specjalisty prowadzącego dziecko przez Rodzica-nieterapeutę. Dla zdrowia psychicznego wszystkich wkoło 🙂

 

(źródło zdjęcia w miniaturce: flickr.com/ fot. Nick Kenrick CC BY-NC-SA 2.0)

3,875 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge