Roczkowo, świątecznie, prywatnie, czyli dlaczego jednak logopedia?

6 marca miał miejsce wielki dzień. Wielki, bo…

Po pierwsze – 6 marca, ale rok wcześniej, opublikowałam dla Was pierwszy post w historii bloga LOGOmama.pl Post świąteczny, ponieważ…

Po drugie – 6 marca obchodzony jest Europejski Dzień Logopedy. Tak, logopedzi też mają swoje święto. Europa dostrzega znaczenie tej grupy zawodowej 🙂

Z okazji rocznego wpisu chciałabym Wam przedstawić to, co skłoniło mnie do pozostania logopedą.

Większość moich znajomych wie, że od zawsze uwielbiałam dzieci. Mój instynkt macierzyński obudził się już wiele lat temu. Chciałam studiować coś, co będzie się z tym moim uwielbieniem wiązało.

Marzyłam o tym, żeby pracować w przedszkolu. Moja mama odradzała mi jednak ten kierunek. Wiecie, z przedszkolami różnie może być, są, potem może ich nie być, bo niż i tak dalej.

Zaczęłam rozważać jeszcze inne, ale pokrewne kierunki. Gdy chodziłam do liceum bardzo lubiłam czytać magazyn dla licealistów – Cogito. Zwłaszcza w klasie maturalnej nie opuściłam żadnego numeru. Bo wiecie – opracowania, powtórki, podsumowania epok. Ale były też artykuły przedstawiające różne zawody.

Pewnego pięknego dnia trafiłam na logopedię. Zainteresowało mnie to, bo wiązało się z pracą z dziećmi. Inne plusy wskazane przez autora artykułu to fakt, że coraz więcej dzieci ma wady wymowy, że jest coraz większe zapotrzebowanie na logopedów zwłaszcza w mniejszych miejscowościach, że jak nie dzieci, to dorośli.

Wiecie, kiedyś marzyłam o tym, żeby zostać lekarzem. Wychowałam się na serialu „Ostry dyżur”. Uwielbiałam ten serial nie tylko ze względu na przystojnego doktora Cartera czy Bentona 😉 Bardzo lubiłam sceny ze wszelkich zabiegów, operacji… (to zamiłowanie do tego rodzaju rozlewu krwi zostało mi zresztą po dziś dzień). Niestety, fizyka i chemia to zupełnie nie moja bajka, ja jestem umysł bardziej humanistyczny (choć elementy fizyki i tak mnie nie ominęły, chociażby na audiologii).

A jak zaczęłam „grzebać” dalej w temacie logopedii to okazało się, że elementy medycyny też są.

Czyli logopedia okazała się takim zbiorem tego co lubię, tego co mnie interesuje, a przy okazji może być dość przyszłościowym zawodem, w którym pracy wydaje się, że nie braknie.

I tym sposobem, po zakończeniu studiów logopedycznych stałam się logopedą. A w zeszłym roku nawet neurologopedą.

Nie jest to zawód łatwy. Wiąże w sobie wiele różnych dziedzin. Nie jest to też zawód, w którym raz dana wiedza (na studiach) jest wystarczająca. Trzeba się dużo dokształcać, doskonalić umiejętności, bo studia dają tylko taką podstawę podstaw. Wystarczy spojrzeć na jakąkolwiek stronę logopedy, ilość odbytych przez nich szkoleń i kursów (które z reguły są bardzo drogie) jest ogromna.

Trochę połechtam moje ego i napiszę, że nie każdy też nadaje się do bycia logopedą. Trzeba mieć tzw. podejście (do dziecka, dorosłego, ogółem – do drugiego, obcego człowieka), mile widziana jest empatia, wczuwanie się w emocje pacjenta, ale przede wszystkim trzeba mieć cierpliwość. Całe morze cierpliwości. Praca z podopiecznym może trwać kilka miesięcy (np. w sytuacji prostych wad wymowy), ale też całymi latami (chociażby z dziećmi z zaburzeniami w rozwoju np. upośledzeniem lub autyzmem, czy dorosłymi po udarach, wylewach, wypadkach komunikacyjnych). Trzeba się liczyć z tym, że nie zawsze uda się uzyskać „ideał artykulacyjny”, czy może inaczej – „ideał komunikacyjny” (komunikacja to nie tylko wymowa!!!).

Ten zawód wymaga poświęcenia dużej ilości własnego czasu. Wielu ludziom wydaje się, że praca logopedy to tylko to, co robi na zajęciach. Później mamy już wolne. Nie, to absolutnie nie jest prawda. Powiem Wam, że ja tak naprawdę zawsze jestem w pracy. Jak wracam do domu, to kiedy tylko mogę obmyślam, co zrobię następnego dnia z dziećmi. Przygotowanie zabaw, kart pracy i wszelkich innych pomocy do pracy pochłania dużo czasu.

Nieraz zastanawiam się, po co mi to było. Czy nie lepiej byłoby pracować w mniej wymagającym zawodzie, np. w sklepie. Wracam do domu i mam czas na w pełni prywatne życie. Ale nieee, to nie dla mnie…

Bo logopedia to zawód, który daje wiele satysfakcji. Wiecie jak potrafi się cieszyć dziecko, któremu udało się powiedzieć „sz” czy „r”? Jego osobista satysfakcja, gdy ma świadomość jaką drogę do ich uzyskania pokonało, jest ogromna. A radość moja jako logopedy, osoby, która w tym nieco pomogła (musicie wiedzieć, że największa robota leży po stronie podopiecznego), wędruje razem z jego satysfakcją 🙂 Jestem dumna z każdego, nawet najdrobniejszego, kroku na przód wykonanego przez moich uczniów.

Tyle o mnie 😀

A jako, że minął rok mojego blogowania nie może braknąć też małego blogopodsumowania 😉

Dla blogerów z reguły najważniejsze są liczby. Liczby, liczby, liczby. I statystyki.

U mnie nie są może imponujące, ale nie zarywam sobie nocy z tego powodu, nie rwę ze złości włosów z głowy. SEO i statystyki nie przesłaniają mi całego świata. Jeszcze nie 😉

Na dzień dzisiejszy blog zaliczył 24 356 odsłon, czyli tyle razy na Waszych monitorach pojawiały się moje strony.

Was, jako moich Czytelników jest następująca ilość:

– nowi, tacy, którzy się pojawili raz – 5900

– returningowcy, tacy, którzy do mnie powracają – 2860 :* :* :*

Na fejsbuczku, moim głównym miejscu komunikacji bezpośredniej z Wami, urzęduje 2164 bardziej lub mniej aktywnych Lubisiów 🙂 Tych mniej aktywnych rozumiem, bo FB tnie zasięgi, z reguły, w najlepszym razie posty docierają do połowy z nich.

Z mojej strony pojawiło się 59 postów (ten, który właśnie czytacie jest okrągły, bo 60-ty). Wy jesteście bardziej produktywni, bo napisaliście 196 komentarzy 🙂 (liczba ta nie jest jednak w pełni miarodajna, bo WordPress zlicza też moje komentarze). Niemniej – za każdy z nich bardzo dziękuję, bo dają dużego MOTYkopa. Dzięki Waszym komentarzom wiem, że treści poszczególnych artykułów są dla Was interesujące. I proszę, błagam: PISZCIE WIĘCEJ 🙂

A jak już jesteśmy przy postach, to TOP 5 postów cieszących się największym „wzięciem” w ciągu tego roku, wygląda następująco:

Karta pracy: utrwalanie „sz” w wyrazach

Twoje dziecko ma 2 lata i mało mówi? Niepokoi Cię jego rozwój mowy? Przeczytaj to koniecznie!

Ubieramy choinkę – świąteczna zabawa logopedyczna

Smoczkowe ABC: Smoczek – czy to samo zło?

Gąsienica do utrwalania głosek

Ktoś z Was kiedyś pytał mnie, czemu posty są tak rzadko. Hmm… Pisanie wymaga czasu. Wybranie odpowiedniej grafiki, czasem obróbka zdjęć – drugie tyle. Jak wiecie czasu za dużo nie mam, kiedy mogę i mam wenę to staram się coś naskrobać. Staram się też, żeby posty były w pełni wyczerpujące. W tym celu, czytam, przekopuję książki, artykuły. I dopiero piszę.

Mogę Wam tylko obiecać, że będę próbowała pisać częściej 🙂

W obecnej chwili mam 37 szkiców, bardziej lub mniej rozwiniętych. Czasem jest to tylko tytuł, ale czasem notka wymaga wyłącznie „dopieszczenia”.

A teraz skoro są urodziny i święto, to będą życzenia 🙂

Dla siebie, jako logopedy, życzę jeszcze więcej sukcesów terapeutycznych.

Dla siebie, jako blogerki – życzę więcej czasu na pisanie 🙂 Żeby to pisanie dawało niezmienną radość i natchnienie. I większych liczb 😛

Dla Was, jako moich Czytelników – życzę jak najwięcej postów dających Wam radość, wiedzę i … to, co skłoniło Was do przeczytania konkretnego wpisu 🙂

 

A teraz:

JEST ROK, JEST IMPREZA 😀 Częstujcie się 🙂

black-forest-cake-276804_1280
Źródło: pixabay.com/ fot. juttazeisset/ plik darmowy do użytku komercyjnego; nie wymaga przypisania
celebration-367601_1280
Źródło: pixabay.com/ fot. brittaneu/ plik darmowy do użytku komercyjnego; nie wymaga przypisania

 

 

I moja radosna twórczość na zakończenie 🙂

wierszykgotowy
Źródło tła: pixabay.com/ fot. steinchen/ plik do użytku komercyjnego; nie wymaga przypisania

 

3,096 total views, 16 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge