O drzemce słów kilka

Zawsze zazdrościłam znajomym mamom tego, że ich dzieci spokojnie zasypiają na drzemkę i śpią wystarczająco długo (dla obu stron). W przypadku moich brzdąców w tym temacie nigdy nie było kolorowo. Co prawda ze spaniem nocnym nie było większych problemów (Wiki przesypiała noce odkąd miała niespełna 4 miesiące, Oliwia od okolic półrocza), ale nie samym snem nocnym dziecko żyje. Drzemka jest potrzebna.

adorable-21998_640
źródło: pixabay.com

Co daje dziecku drzemka?

mądrość ( 🙂 ) – dziecko przez większość czasu się uczy, jego mózg przyswaja coraz to nowe informacje. Czas drzemki to moment, w którym następuje „zaszufladkowanie”, posegregowanie zdobytej dotychczas wiedzy i powiązanie z tym, co było znane wcześniej

odpoczynek – skoro dziecko się tyle uczy, to oczywistym jest, że z czasem się męczy. Drzemka pozwala mu zregenerować siły, by było ich pod dostatkiem, gdy przyjdzie mu na nowo zdobywać świat

stymuluje rozwój – w czasie snu produkowany jest hormon wzrostu

wspomaga odporność – wydzielana w trakcie snu melatonina powoduje, że lepiej funkcjonuje układ odpornościowy.

 

Drzemka dziecka jest ważna również dla jego opiekuna. To czas, kiedy może zająć się sobą, obowiązkami domowymi,  w spokoju zjeść śniadanie 😉

Jak pomóc dziecku odróżnić drzemkę od snu nocnego?

nie zasłaniaj okien (chyba, że na łóżeczko pada ostre słońce). Niech drzemka od samego początku kojarzy się z dniem, snem krótszym niż nocny

miejscówka – najlepiej, by było to inne miejsce niż to, w którym dziecko śpi w nocy

śpimy w ubranku – nie przebieraj dziecka w piżamkę. Niech ta kojarzy się tylko z nocnym odpoczynkiem. Zdejmij dziecku spodenki/spódniczkę/sukienkę, niech śpi w bieliźnie – będzie wygodnie i przewiewnie.

nie zachowuj głuchej ciszy – nie szepcz, rozmawiaj przez telefon, słuchaj cicho muzyki, stukaj garnkami. Jeśli dziecko od pierwszych dni będzie przyzwyczajone do drzemek wśród naturalnych domowych odgłosów, nie będzie się wybudzało po byle stuknięciu.

Jak często i jak długo powinno spać małe dziecko?

W różnych poradnikach piszą ile orientacyjnie powinno spać małe dziecko. Nie należy się tego ściśle trzymać. Dziecko samo wie, kiedy jest senne i ile tego snu potrzebuje. Jedno jest pewne – noworodek potrafi zasnąć wszędzie i w każdym momencie (jeśli tylko ma napełniony żołądek i czystą pieluszkę). Nieco starsze niemowlęta zaczynają sobie regulować pory snu i czuwania i tego się trzymają (przez jakiś czas).

Trzeba nauczyć się odczytywać sygnały płynące od dziecka, a mogące być objawem nadchodzącego zmęczenia (np. pokładanie się, „przylepność”, przecieranie oczek, ziewanie, marudzenie i inne). Kilka tygodni ćwiczeń, uczenia się metodą prób i błędów i dochodzimy do wprawy ;).

Nie należy też przegiąć. Im bardziej dziecko przetrzymamy, tym trudniej będzie mu zasnąć, będzie bardziej rozdrażnione, bo coraz bardziej zmęczone i kółko się zamknie. Spirala zła.

Wszystko ładnie, pięknie wygląda w teorii. Praktyka może nam pokazać, że wcale nie jest tak łatwo „wyczuć” dziecko i to, kiedy jest ono zmęczone.

A czym może skutkować brak efektywnej drzemki?

Opowiem Wam na przykładzie Oliwii.

Miałam wielkie, ambitne plany co do jej drzemek. Świadoma błędów, jakie popełniłam, gdy Wiktoria była malutka, zaczęłam te plany realizować, gdy Oliwia miała ok. 2 miesięcy. Nastawiłam się na słuchanie płaczów i zaczęłam Młodzież usypiać w łóżeczku a nie w trakcie cycowania (to był główny, jeśli nie jedyny, sposób ululania Jej).

Żeby zapewnić Młodzieży poczucie bezpieczeństwa i żeby wiedziała, że jestem obok, siedziałam z nią, głaskałam po łepku, łapce, „szszszsz-ałam”, nuciłam kołysanki. Ze smoczkiem nie wiedziała co zrobić, zassać nie umiała. W końcu zasypiała, ale po wielkich bojach. A ja miałam chwilę oddechu, kiedy to robiłam to, co zrobić zdążyłam bo sen trwał…

całe pół godziny. Można było zegarki ustawiać. A po tej szybkiej drzemce budziła się. Niewyspana, marudna, zła, a nawet wściekła. Na wszelkie próby ululania Jej dalej był stanowczy protest, wydzieranie się wręcz i to do tego stopnia, że mnie już by po chwili gardło bolało. Rezygnowałam więc i wyciągałam z łóżeczka.

I tak z nią walcowałam, średnio 3-4 godziny, do momentu aż zaczynała dawać jakiekolwiek objawy zmęczenia. I zabawa z usypianiem i półgodzinną drzemką od nowa.

Próbowałam na różne sposoby wychwycić moment, żeby chociaż tak nie walczyła, może to pomoże i prześpi nieco dłużej. Guzik. Ani w normalnych domowych odgłosach, ani w zupełnej ciszy, ani wcześniej, ani później. Zawsze ta sama awantura.

Sam czas tej Jej drzemki to jedna wielka zagadka. W tamtym czasie Oliv była dzieckiem wielce marudnym, płaczliwym, wyjącym z byle powodu. Swoje popisy pokazywała także wielokrotnie w czasie pobytu w przychodni. Na pytanie lekarki, czy Ona tylko teraz tak, odpowiadałam, że niestety nie, że to jest Jej normalne zachowanie.

Budziło to obawy pani doktor, że może jest jakaś organiczna przyczyna tego Jej płaczu. Były morfologie, usg, podejrzenia przepukliny pachwinowej, wizyty u chirurga i ginekologa dziecięcego. Niby coś tam wyszło, ale to nie mogło stanowić podstawy takiego wiecznego marudzenia. Wychodziło, że to faktycznie te drzemki. Miałam Jej doraźnie podawać Polfergan (dostała przy okazji którejś infekcji i po tym spała trochę dłużej), ale jednak dla mnie nie było to rozwiązanie.

Przeżyłam z Nią gehennę. Umordowałam się niemożliwie. Szła spać zmęczona, budziła się zmęczona, „drzemki” nie dawały żadnego odpoczynku. Oliwia cierpiała na chroniczne niewyspanie. Co znaczy niewyspany niemowlak to wie tylko Rodzic. No to ja miałam takie coś dzień w dzień, od okolic 8-9.00 (wstawała ok. 5-6, a po nocy była względnie wyspana) do 20.30 kiedy zasypiała. Dostała przez to przydomek „Ryczka-Kwiczka”. Miało być śmiesznie, a mnie jakoś wcale do śmiechu nie było.

7 miesięcy codziennej mordęgi. Miałam dosyć tego macierzyństwa, miałam dość tego Oliwiowego niewyspania i wiecznego wycia. Przyznaję się bez bicia – bywały chwile (bardzo częste), że Ona sobie leżała i wyła, a ja miałam to gdzieś, i zajmowałam się swoimi sprawami. A potem dręczyły mnie ogromne wyrzuty sumienia i poczucie winy, bo to jednak moje dziecko, że coś Młodzieży doskwiera, a ja taka wyrodna…

Wszystko zaczęło się poprawiać pod koniec lutego, przed ukończeniem 9 miesięcy). Drzemki zaczęły się stopniowo wydłużać, o czym pisałam tutaj. I dzidziuś stał się nieco fajniejszym i spokojniejszym dzidziusiem. Co prawda skora do płaczu jest nadal, taki chyba już ma charakter.

Pytali się mnie po co z nią siedzisz i czekasz aż zaśnie? Moja odpowiedź była jedna. Sama nie zaśnie, już się przyzwyczaiła do tego sposobu, a ja wolałam, żeby spała nawet te głupie pół godziny niż nic. Mogłam choć chwilę od tego wszystkiego odzipnąć.

 

2,847 total views, 5 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge