Kołchozowe dni, czyli rodzinka się festynuje :)

Czerwiec, miesiąc rozsianych po całej Polsce różnorakich festynów, festiwali i innych ludzkich spędów. Nie inaczej jest u nas. Co roku odbywają się Dni Zduńskiej Woli, w trakcie których grają mniejsze i większe Gwiazdy. Ostatnio byliśmy na tym festynie, gdy byliśmy jeszcze we dwójkę. To było zaraz po ślubie, 4 lata temu, a gwiazdą sobotniego wieczoru był Feel. A w tym roku same perełeczki i gwiazdy dużego formatu – Pectus, Poparzeni Kawą Trzy i Afromental. Oliwia miała okazję uczestniczyć w takim spędzie po raz pierwszy w życiu, a Wiki po raz pierwszy – w tak dużym (2 mniejsze ma za sobą).

Zacznijmy od tego co działo się w sobotę, a wtedy miało miejsce historyczne wydarzenie. My, Rodzice Wiktorii i Oliwii, po raz pierwszy od ponad 3 lat wyszliśmy gdzieś sami 🙂

Wyszło to właściwie przypadkiem. Mieliśmy iść na występ Pectusa, Oliv zasnęła i to by nas przyblokowało, ale z  pomocą przyszła babcia dziewczynek – zaoferowała się, że z nią posiedzi. Wiki aż się gotowała, żeby iść na wesołe miasteczko. Nie można było jednak przepuścić takiej okazji – Młodzież została ugadana, że karuzele będą w niedzielę. I Wiki została w domu.

My wyszliśmy, można było spokojnie połazić, bez rozglądania się za dziećmi. Było spotkanie ze znajomymi, posiadówka pod parasolem. Z samego koncertu niewiele wynieśliśmy, ale co tam 😉

Nadeszła niedzielne popołudnie, pełne niespodzianek i zaskakujących zwrotów akcji 🙂

Wikunia zawsze była i jest dotąd, małym dzikuskiem. Wszystkiego się boi, do dzieci nie podchodzi, trzyma się „spódnicy” (żebym tylko jeszcze w nich chodziła 🙂 ). A tu nastąpiło wielkie zaskoczenie.

Już na samym wejściu zgodziła się pogłaskać konika, który oferował przejażdżki na swoim grzbiecie (a jeszcze 2 tygodnie wcześniej, na Dniu Dziecka, można było pomarzyć, że w ogóle do niego podejdzie). Ale to jeszcze nie wszystko. Stanowczym głosem oznajmiła, że ona chce się na owym koniku przejechać!

Szczękę zbierałam z trawnika, bo opadła w pierwszym szoku,  ale jednocześnie rozpierała mnie duma 🙂 A ona siedziała w tym siodle i nawet pozwoliła się panu trzymać 🙂

Na początku trochę się stresowała, ale później zaczęło jej się nawet podobać 🙂

Obraz 1235

Obraz 1237

Jazda się skończyła, i poszliśmy na wesołe miasteczko. A tam szał dla obu dziewczynek. Obie praktycznie wślepiały się w wielką huśtawkę, a mnie od samego patrzenia na nią przewracała się zawartość mojego żołądka.

Obraz 1238

Poszliśmy dalej. Wiki zachęcana do przejażdżki na maluchowej karuzeli (na której nawet niemowlaki jechały) czy na łabędziach stanowczo odmawiała, bo ona „boi się kręcenia”. Ok, nie to nie. Za to Oliv rwała się do wszystkiego, czy to karuzela, czy kolejka górska, czy autodrom, czy nawet kręcące się z zawrotną prędkością filiżanki.

Obraz 1249

W pewnej chwili Wiki dostrzegła dmuchaną zjeżdżalnię. Wysoką. Mimo tego oświadczyła, że ona chce tam iść. Wiedziałam, że nic z tego nie wyjdzie, bo tam jest dużo biegających i skaczących dzieci. No i ta drabina, nie dość, że wysoka, to jeszcze sznurkowa. Nie, żebym nie wierzyła w możliwości własnego dziecia, ale znam Młodzież już za dobrze. Ona jednak uparcie twierdziła, że chce. Ok, tata kupił żeton i poszła.

No, poszła. I siedziała na samym dole… Co próbowała wejść na drabinę, to podbiegało dziecko i zaczynało się wspinać. A Młodzież się usuwała na bok. I tak spędziła całe 5 minut. W końcu pan z obsługi zaczął zwoływać dzieciaki, że koniec czasu. Te posłusznie schodziły. A Wika co? Zaczęła się wspinać…

Nawoływał pan, nawoływałam ja. W końcu musiałam interweniować – zdjęłam buty i po nią poszłam. Młodzież zaczęła wylewać łzy jak grochy, ale trudno, nawet przedłużenie czasu by nic nie dało, sytuacja by się powtórzyła.

Obraz 1268

Po jakiejś chwili się uspokoiła i oświadczyła, że ona chce na łabędzie. Z tatą. No to tłumaczę jej, że jak już zacznie się kręcić, to nie będzie mogła zejść i będzie musiała poczekać, aż karuzela się zatrzyma. Mimo to twierdziła, że ona chce. OK, kolejne żetony kupione i poszli. I się kręcili, i jeździli w górę na dół. Młodzież minę początkowo miała nie do końca przekonaną, ale po zejściu twierdziła, że się jej podobało i że nie ma się czego bać 🙂

Obraz 1274

Obraz 1294

Obraz 1280

 

Czyżby mój dzikus zaczynał się oswajać i cywilizować? 😀

1,055 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge