Jak wybrać szczoteczkę i pastę do mycia pierwszych ząbków?

Oliwia ma już dwa zęby, którymi bardzo lubi się chwalić 😉 I bardzo lubi nimi gryźć, zwłaszcza nasze kciuki i moje ramię. A skoro są zęby, to trzeba o nie prawidłowo zadbać. Dziś o tym, czym się kierowałam i będę kierować przy zakupie pierwszych akcesoriów do higieny zęboli-dentoli.

 

Oto dwie pierwsze Oliwiuszowe zdobycze, jako pierwsza wyszła prawica, po 3 tygodniach dołączyła lewica 🙂

Obraz 789a

Zacznijmy od tego, że w większości poradników traktujących o opiece nad niemowlętami zaznaczali, że o jamę ustną trzeba dbać od samego początku, jak tylko maluch się urodzi – przecierając wnętrze buziaka gazikiem zmoczonym przegotowaną wodą. OK, tyle teorii, w praktyce wyglądało to tak, że przy Wiktorii jak tylko próbowałam to był dziki wrzask jakby ją ze skóry odzierali. Ostudziło to mój zapał i tak przetrwałyśmy do pierwszych zębów. Jak już w końcu zaczęły się ujawniać (młodzież miała wtedy niespełna 7 miesięcy), to powiedziałam sobie, że niech płacze, o ząbki trzeba dbać.

Na początek kupiłam silikonową nakładkę na palec.

Bardzo przydatna rzecz 🙂 Przydała się również przy masowaniu dziąseł i nakładaniu na nie żelu łagodzącego objawy ząbkowania, gdy Wikul miała fazy marudzenia (choć i tak u niej objawem ząbkowania były właściwie tylko pojawiające się zęby 😉 – że tak powiem – ulgowo nas potraktowała).

Dostała również do samodzielnego dbania o własne uzębienie zestaw 3 szczoteczek – 2 z nich miały gumowe końcówki, a jedna normalne włosie. Młoda sobie je „dziamała” i „mamlała” i jednocześnie oswajała się z czynnością mycia zębów.

Czym myłyśmy?

Na początku była to zwykła przegotowana woda, bo ona ma neutralny smak, a nie chciałam naraz zbyt wielu nowości wprowadzać.

Gdy już młodzież się oswoiła przyszedł czas na pastę. Ważne – pierwsza pasta musi być bez fluoru, bo dzieć ją połyka (nie wymagajmy od niego, żeby od razu umiało ją wypluwać – na to przyjdzie bardziej odpowiedni moment. W tym okresie dzieci, owszem, wypluwają – ale obiadki 😉 )

Pobiegłam więc do apteki, gdzie farmaceutka zaserwowała mi cały arsenał past niemowlęcych. Oh God, co wybrać? Składy miały podobne (dobrze, że kolejki za mną nie było, bo dłuższą chwilę studiowałam opakowania), i ostatecznie wybrałam taką, która nie miała parabenów.

Młodzieży pasta podpasowała, więc po jakimś czasie „przesiadłyśmy” się już na typową szczoteczkę. I znów w sklepie mnóstwo różnistych szczoteczek, z włosiem SOFT lub przeznaczeniem 0+ (a takie właśnie nadają się dla niemowląt). Ostatecznie wybrałam taką grubym trzonkiem i dziurką po środku. Miała przyjemne kolory, no i młodzieży wygodnie się ją trzymało 🙂 Mnie zresztą też 😉

Czasem, jak miała gorsze dni i niechętnie współpracowała, to z pomocą przychodziła nam piosenka „Szczotko, szczotko, hej szczoteczko O, O, O…”. Wtedy to już miałyśmy prawdziwą zabawę.

 

A teraz, jak już Oliwia przechodzi na wyższy level, wybiorę to samo, chyba, że młodzież sama zadecyduje inaczej, że sama powie, że jej to nie pasuje. Wtedy wybory zacznę na nowo 🙂

 

 

A Twoje dziecię lubi pucowanie zęboli-dentoli?

 

1,379 total views, 3 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge