Dostawka do wózka- kupować, czy sobie darować?

Wiosna rozkwita. Proporcjonalnie do wzrostu temperatury powietrza zwiększa się też ilość mijanych na chodnikach wózków.

Ja swoje pierwsze wózkowe spacery wspominam rewelacyjnie. Wiki urodziła się z początkiem wiosny, gdy robiło się na dworze coraz cieplej to ochoczo korzystałyśmy z dobrodziejstw spacerowych. Uwielbiałam te spokojne przechadzki, przesiadywanie w parku podczas, gdy Ona ucinała sobie drzemkę.

Gdy okazało się, że będzie miała rodzeństwo, zaczęłam zastanawiać się jak będą wyglądały nasze spacery. Jednego byłam pewna- będzie dużo trudniej, bardziej uciążliwie. Kiedy Oliwka się urodziła, Wiki miała 2 lata i 4 miesiące. Niby malutka nie była, a i z wózka korzystała stosunkowo rzadko, ponieważ wiedząc, że z dużym brzuchem będzie mi ciężko to całe tałatajstwo prowadzić, przyzwyczaiłam więc ją do przemieszczania się na nóżkach. Jednak na dłuższe spacery ciężko by było sobie pozwolić; tym bardziej, że mieliśmy mieszkać praktycznie na obrzeżach miasta, skąd, patrząc z perspektywy matki z dwójką małych dzieci, wszędzie jest daleko.

Przez chwilę brałam pod uwagę zakup wózka „rok po roku”. Patrząc jednak na ich ceny i nasze możliwości finansowe – pomysł upadł. Musiałam rozglądać się za jakimś tańszym rozwiązaniem.

Wybór padł na dostawkę do wózka. Zaczęłam grzebać w sieci, googlować, czytać opinie, przekopywać oferty na największym portalu aukcyjnym. Spośród wielu różnych modeli, w różnych kategoriach cenowych, wybrałam platformę  do wózka KIDBOARD polskiej (a dokładniej mówiąc- częstochowskiej) firmy FIRKON.

Dostawka do wózka KIDBOARD firmy FIRKON

ZALETY:

  • maksymalna waga przewożonego dziecka – 20 kg. Jest to waga którą osiąga typowy 4-5-latek, dziecko, które właściwie daje radę pokonać samodzielnie te kilka kilometrów.
  • cena – całe bagatelne 150 zł. Gdy tak patrzę i porównuję, jak to teraz wygląda, to wniosek nasuwa się jeden – cena się nie zmieniła. Nadal jest to te same 150 zł. Ceny innych w tamtym momencie plasowały się grubo powyżej 2 stówek, teraz, z tego co widzę, też (mowa tu oczywiście o fabrycznie NOWYCH dostawkach).
  • pasek mocujący – przydatny w sytuacji, gdy dostawka nie jest akurat wykorzystywana (czytaj dalej)
  • banalnie prosty montaż i demontaż
  • umiejscowienie uchwytów nie koliduje z hamulcem wózka (w sytuacji, gdy pedał hamulca jest na samym środku ramy – co ma miejsce w zdecydowanej większości – jeśli nie we wszystkich – modeli wózków polskich firm). Blokowanie i odblokowywanie hamulca wózka odbywa się właściwie bezproblemowo (czytaj dalej).
  • chropowata powierzchnia dostawki (wzór podeszw butów) zapobiega ześlizgiwaniu się starszaka
  • wg uwag producenta nadaje się tylko do poruszania się na gładkich powierzchniach. Ja jednak serwowałam naszej dostawce dość ekstremalne warunki. Przez cały czas użytkowania (ponad 2 lata, z różną częstotliwością) jeździła nie tylko po równych i odpicowanych chodnikach, ale też (obciążona Wiktorią) zjeżdżała z wyższych i niższych krawężników, jak również pod nie podjeżdżała, nagminnie pokonywała większe i mniejsze odległości po dziurawych żwirówkach, drogach gruntowych i leśnych, po drogach piaskowych, błocie, śniegu i kałużach. Stan kółek i samej dostawki możecie podziwiać na zdjęciach (robione w listopadzie ubiegłego roku, w ostatnim dniu użytkowania jej).
  • w razie, gdyby coś było nie tak, dużo łatwiejszy dostęp do producenta, niż do producentów zagranicznych (czytaj dalej)
  • kółka – ich zaletą jest łatwość w razie ewentualnej wymiany. Nowe dostaniecie w praktycznie każdym sklepie z materiałami budowlanymi (ja widziałam je w Brico). Z tego co widzę tutaj, to kółka teraz są inne, niż gdy ja kupowałam. Nowy model wydaje się prowadzić bez zbytniego hałasu, aczkolwiek za to nie dam odciąć żadnej mej kończyny. Dodatkowa ich funkcjonalność to to, że są obrotowe, także każdy manewr skrętu nie sprawiał żadnych trudności (czytaj dalej).

Wady:

  • mimo, że nie należę do najwyższych osób (164 cm), wielokrotnie, zwłaszcza przy szybszym poruszaniu się, zdarzyło mi się kopnąć dostawkę. Wiktoria właściwie tego nie odczuwała, za to moje palce (zwłaszcza, kiedy byłam w sandałkach, auuuuuu) i czubki butów – a jakże.  Myślę, że nie jest to wada tej dostawki jako takiej; wydaje mi się, że przy większości tego typu gadżetów trzeba nauczyć się stawiania mniejszych kroków.
  • no cóż, nasze kółka to plastiki. Jadąc po chodnikach ułożonych z kostki brukowej towarzyszył nam odgłos jakby stukot kół pociągu (choć oczywiście nie tak głośny). Niemniej – jak napisałam wcześniej – teraz wydaje się, że hałas powinien być mniejszy. Parę razy zdarzyło się, że po wjechaniu w dziurę czy podjeździe pod krawężnik któreś z tych obrotowych kółek stanęło okoniem, co wiązało się z kombinacjami alpejskimi pozwalającymi uratować owe kółko z opresji.
  • pasek mocujący – i zaleta, i wada. Nie wiem jak teraz, wtedy to była po prostu elastyczna taśma z dwoma zaczepami. Po pierwsze primo – nie wiedziałam co do czego i z której strony mam to pozaczepiać, zarówno na samej dostawce, jak i przy wózku. Gdy wpadłam na jakiś pomysł zamocowania tego ustrojstwa (który zresztą był bardzo podobny do rozwiązania prezentowanego na wspomnianej wyżej stronie), okazało się drugie primo: pasek jest bardzo słaby. Przy pierwszej nadarzającej się okazji, pod ciężarem samej dostawki, no cóż, zerwał się… Nie myślałam już nad innym sposobem podwieszania hulajnogi, nie dzwoniłam do producenta celem zakupu nowego paska, tylko po prostu składałam ją pod wózek. Mieściła się na wcisk, więc automatycznie była przytrzymywana tak, że nawet przy najwyższych podjazdach się nam nie rozkładała.
  • nakrętki mocujące – dość łatwo się rozkręcały. Przy którejś okazji zauważyłam ich brak, cała dostawka, choć się trzymała, to jednak była mocno poluzowana. Nie było jednak żadnego problemu z zakupem nowych nakrętek (tu wychodzi zaleta jaką jest łatwość kontaktu z producentem)
  • odblokowywanie hamulca wózka przy rozłożonej dostawce – masakra. Wolałam albo poprosić Wiktorię, żeby na chwilę zeszła, podnosiłam wtedy dostawkę by był swobodny dostęp do pedału hamulca, albo po prostu odblokowywałam hamulec ręką.
  • nadaje się wyłącznie do wózków o szerokiej, owalnej ramie (z reguły te polskie wózki mają właśnie taką)

 

Drogi Czytelniku. Miej na uwadze (zwłaszcza w odniesieniu do zaobserwowanych przeze mnie wad), że moją opinię napisałam na podstawie posiadanego przez nas, z tego co widzę – starszego, modelu dostawki.

Warto, czy nie warto kupować dostawki do wózka?

Jeśli:

    • masz dwójkę małych dzieci, z których jedno musi jeździć wózkiem, a jednocześnie
    • drugie dziecko nie pokona samodzielnie każdej spacerowej odległości, a jednocześnie
    • nie chcesz kupować wózka „rok po roku”

to jak najbardziej warto. Mimo wszelkich wad tej, czy innej dostawki do wózka, mnogość zalet, wygoda, ułatwienie spacerów z dwójką małych dzieci zdecydowanie przewyższają każdą niedogodność z osobna, jak i wszystkie razem.

Obraz 080a Obraz 082a Obraz 029a Obraz 025a Obraz 024a Obraz 018a Obraz 023a Obraz 095a

Spacerując w takim zestawie często byłyśmy obiektem żywego zainteresowania przechodniów. Wielokrotnie zagadywali mnie, pytali, gdzie można taki wózek kupić, czy to było w pakiecie, czy jednak oddzielnie kupowane.

Jak już wspomniałam, nasza dostawka (zwana hulajnogą lub hulajsyrką) poszła już w odstawkę, do innego dziecka. Nie ze względu na to, że Wiki za ciężka, bo do tego jeszcze trochę jej brakuje. Po pierwsze – Oliwia nie korzysta już z tego wózka, do którego można dostawkę przyczepić. Po drugie – Oliwka praktycznie wcale nie korzysta już z wózka. Po trzecie – Wiki samodzielnie pokonuje wszelkie proponowane odległości.

A czy Ty postawiłbyś/postawiłabyś na wózek dla dwójki, czy jednak na dostawkę do tradycyjnego wózka?

8,634 total views, 9 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge