Domowa terapia logopedyczna, czyli rodzic jako logopeda

Tytuł może niektórym wydawać się dziwny, ale wiele prawdy sobą oddaje. Ten, kogo dziecko uczęszcza na terapię logopedyczną, wiele się uczy w temacie problemów z mową. Tak naprawdę, to największa terapia logopedyczna odbywa się w warunkach pozagabinetowych; to co przećwiczone w gabinecie u logopedy, musi być męczone w domu. Często. No nie ma bata, samo się nie zrobi. Mechanizm artykulacyjny (czyli sposób w jaki mówimy), potrzebuje ok. 300 powtórzeń, aby się zakodował. Do tego dochodzi problem utrwalenia w różnych konfiguracjach, sąsiedztwach z innymi głoskami. Robi się sporo. Ale, jak to mówią, „trening czyni mistrza”, a więc im więcej powtórzeń, tym szybciej uzyskamy upragniony efekt.

Jak część z Was już o tym wie, Oliwia to dziecko z problemem logopedycznym. Tych, którzy nie wiedzą, o co chodzi, odsyłam w inne zakamarki bloga. I wiem, zapierałam się obiema rękami. Zapierałam się też obiema nogami. I gdybym miała ich więcej, to też pewnie by poszły w ruch. Długo walczyłam ze sobą, z moimi przekonaniami. Niestety, walkę przegrałam. Osobiście wzięłam się za eliminowanie wady wymowy u Młodzieży Młodszej.

Nie była to typowa, bardzo prawidłowo przeprowadzona terapia logopedyczna (a co, jak już szaleć, to na całego ;P ). Nie zaczęłam od głosek, od których rozpocząć powinnam. Na pierwszy ogień poszły te deformowane słyszalnie (czyli nieszczęsnych /s/, /z/, /c/, /dz/); w planach mam pozostałe głoski (a dlaczego tylko w planach, to o tym później).

Terapię rozpoczęłyśmy w pierwszej połowie lipca (czyli ok. 1,5 miesiąca temu). Na dzień dzisiejszy wszystkie 4 głoski są wypracowane do tego stopnia, że od jakichś 3 tygodni są całkowicie zautomatyzowane (czyli mówi prawidłowo zawsze). Po niecałym miesiącu pracy nad głoską /s/ i /c/, mimowolnie wskoczyły nam prawidłowe już /z/ i /dz/, przy spokojnej rozmowie czy zabawie sporadycznie zdarzało się jej powiedzieć je nieprawidłowo. Dalej już było tylko doskonalenie. Bardzo mnie cieszy tak szybki efekt, choć wiem, ile mniejszych postępów jest już za nami (bo choć sama praca nad głoskami trwała wyjątkowo krótko, to przygotowanie do poprawnej wymowy zaczęło się się dużo wcześniej).

Ktoś zapyta, jaka jest recepta na taki szybki efekt terapii logopedycznej?

Wczesne rozpoczęcie terapii 

Działamy jak najwcześniej, gdy tylko zauważymy problem. Wiadomo, im dłużej utrwala się nieprawidłowy nawyk, tym jest trudniej i tym więcej czasu trzeba poświęcić na wyeliminowanie go. Oliwka miała niecałe 2 lata, gdy zauważyłam, że jęzor zaczyna pracować nie tak, jak trzeba. Rozpoczęła się praca nad przyczyną, choć Młodzież była bardzo trudnym i upartym pacjentem. Tak naprawdę to dopiero na 3-4 miesiące przed 4 urodzinami zachciało jej się chcieć, zaczęła wyrażać większe zainteresowanie zabawami buziowymi (wcześniej wystarczyło jednokrotne wykonanie ćwiczenia i padało hasło „Jestem zmęczona” czy „Mama, wystarczy już”). Na koniec czerwca skończyła 4 lata, więc to jeszcze stosunkowo wcześnie. Mam w terapii uczniów w wieku gimnazjalnym, z dokładnie tym samym problemem, i praca się ciąąąąągnie.

Najpierw baza, potem szczyt

Pierwszym, jednym z najważniejszych kroków w terapii logo, jest usunięcie przyczyn/y. Praca nad nieprawidłowym nawykiem czy myloną głoską bez zlikwidowania źródła problemu nie dość, że będzie długotrwała, to jeszcze może nie przynieść spodziewanego efektu. My „pracę” zaczęłyśmy przed 2 urodzinami, gdyby Młodzież od początku chciała współpracować na sensownym poziomie, to efekty też byśmy miały dużo szybciej.

Współpraca z logopedą prowadzącym dziecko

Jak wspomniałam na początku, rodzic niejako staje się logopedą swojego dziecka. A żeby, jako laik, dobrze nadzorować pracę w domu, musi wiedzieć, co ćwiczyć, w jakim kierunku iść, na co zwracać uwagę, wiedzieć, jak głoska brzmi prawidłowo, a jak nie. No nie obędzie się bez chociażby konsultacji z logopedą (a już obecność rodzica w zajęciach logo, zwłaszcza w warunkach szkolno-przedszkolnych, to marzenie wielu logopedów).

Regularne utrwalanie

Tak, żeby mózg nie zapomniał, jaki jest prawidłowy wzorzec artykulacyjny dla danej głoski. Nie potrzeba dużo czasu na raz poświęcać, wystarczy 10-15 minut, kilka razy dziennie, w trakcie których można się świetnie z dzieckiem bawić.

Wyczulony słuch (rodzica i dziecka)

Im młodsze dziecko pracujące nad wymową, im wcześniejszy etap terapii, tym większej pomocy ze strony rodzica ono wymaga. Zanim dziecko nauczy się samokontroli muszą zostać opanowane konkretne funkcje i umiejętności. Dopóki to nie nastąpi, to rodzic kontroluje, sprawdza, pilnuje poprawności wykonania ćwiczeń i zadań. Wyczulony słuch jest potrzebny zwłaszcza wtedy, gdy wada wymowy dziecka jest mniej wyraźnie słyszalna.

Głowa pełna pomysłów na zabawę

Najtrudniejsze? Nie w dobie internetu. Nikt nie mówi, że pomysły muszą być własne. W sieci jest wiele inspirujących stron i blogów logopedycznych (ale nie tylko); podpatrzone tam zabawy mogą bardzo uprzyjemnić żmudną pracę w domu. Warto tu też wspomnieć o tym, że wiele tradycyjnych zabaw i gier można „przełożyć” na wersję logo.

Rozmowa z dzieckiem

U nas prym wiódł właśnie ten sposób pracy. Choć Oliwia lubiła te zabawy przy stoliku czy na podłodze, których celem przy okazji była praca nad artykulacją, to jednak najwięcej czasu spędzałyśmy na rozmowie. Bardzo ułatwił tą pracę okres wakacji, całe dnie przesiadywałyśmy razem, więc sposobności do ćwiczeń „przy okazji” był ogrom.

I nie, nie mówiłam do niej: „powiedz jeszcze raz” czy „powtórz” (bo ja sama bym tego nie zniosła już po kilku powtórkach). A jaki jest mój sposób na rozmowę ćwiczebną? Chwilowa „niedyspozycja słuchu”, że tak to ujmę 😉 Przykładowo, oto jeden z naszych dialogów (od razu napiszę, że byłyśmy tu po zaprawce zabawowej, gdzie poznała już wiele słów do poprawienia, więc wiedziała, jakie słowa ma pilnować):

O.: Mama, narysowałam dla Ciebie rysunek!

M.: Słucham?? (choć doskonale usłyszałam, co do mnie mówi)

O.: Narysowałam dla Ciebie rysunek!

itd…

Słuchając nas z boku można było dojść do wniosku, że mam coś nie tak, ze słuchem. Ale uwierzcie, bardzo szybko zaczęła sama słyszeć, czy mówi dobrze, czy nie, zaczęła się pilnować, a ja stopniowo odzyskiwałam słuch, bo i moich „słucham” było coraz mniej. I tak zautomatyzowały nam się prawidłowe wzorce.

 

To teraz czas na rozwikłanie tajemnicy, czemu zostawiłam pozostałe głoski.

Ano temu, że Młodzież tak się zagalopowała, że nawyk cofania jęzora przeniosła też na te głoski. Nie jest to często, dominuje wadliwa ich wymowa, ale jeszcze chwilę poczekam. Jest jej trudniej, bo teraz ta wada nie jest słyszalna, jedynie widoczna, więc samokontrola wymaga większego wysiłku i dużo wolniejszego wypowiadania się. Póki co czekamy, ale jeśli nie przeniesie wzorca, to jedziemy także z nimi 🙂

 

Źródło grafiki: pixabay.com/fot. mohamed1982eg

1,085 total views, 5 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge