Czy młodsze to znaczy święta krowa?

Rodzisz swoje Pierwsze Dziecko. Pełna euforii (albo wręcz przeciwnie, bo deprecha poporodowa ), poświęcasz mu każdą nanosekundę, z biegiem czasu potrafisz przewidzieć jego reakcje i dzięki temu zapobiec burzy z piorunami. Twój maluszek dorasta, a Ty zachodzisz w drugą ciążę.

Przygotowujesz swoje Pierwsze Dziecko do tego, że będzie starszym bratem/siostrą. Ono na miarę swoich możliwości próbuje zrozumieć, jak to jest, że Twój brzuch robi się coraz większy, i że jak to możliwe, że tam jest dziecko; jego braciszek lub siostrzyczka. Przecież to abstrakcja.

Jak umie – pomaga Ci w przygotowywaniu wyprawki, ustawia kosmetyki na półce. Masz dla swojego Pierwszego Dziecka czas. Ono cieszy się, że będzie rodzeństwo, bo Ty nastawiasz go do tego pozytywnie, maluch wyobraża sobie, jak to się będą wspólnie bawić, ganiać po domu i skakać.

I wybija godzina 0 (słownie: zero) – rodzisz Dziecko Drugie. Wracacie ze szpitala do domu, Dziecko Pierwsze zaaferowane, bo taki malutki dzidziuś, taka laleczka, a tak głośno płacze, kopie i robi prawdziwą kupę. Mija dzień drugi-trzeci, Dziecko Pierwsze traci grunt pod nogami, bo jak to? Miały być wspólne zabawy, a ten malec ciągle albo płacze, albo śpi albo wisi na cycku. I co gorsza, Mama, ta Mama, która była tylko dla niego, zawsze miała czas na przytulenie i zabawę, teraz zawsze mówi „Poczekaj”, „Przecież widzisz, że jestem zajęta”. A dla Młodszego czas jest zawsze.

I oczekiwania Pierwszego Dziecka sprzed pojawienia się rodzeństwa zupełnie rozmijają się z rzeczywistością. I nagle pojawia się bunt i niechęć do Młodszego.

Wiadomo, noworodek i niemowlę są mocno absorbującymi dziećmi, ale nie zapominajmy o tym Starszym. Ono ma uczucia, też chce widzieć, że jest kochane, że Mama, mimo zmęczenia, niewyspania, jak tylko braciszek/siostrzyczka zaśnie, zawsze tą chwilę (chociaż chwilę) dla niego poświęci.

Czas leci, mijają kolejne miesiące, Dziecko Drugie staje się coraz bardziej mobilne, wymaga coraz większej uwagi. Pojawiają się zarysy wspólnych zabaw, które początkowo polegają na wyrywaniu sobie zabawek (szczególnie przez Dziecko Drugie). Pojawia się kłótnia, łzy, bicie.

I tu dochodzimy do sedna. Z reguły w takiej sytuacji Rodzice mówią Dziecku Pierwszemu: „No ustąp mu/jej”, „Jesteś starsza/y, MUSISZ to zrozumieć”. I moje pytanie jest takie: dlaczego MUSI ustąpić, MUSI zrozumieć? Przecież to, że Młodsze jest młodsze nie czyni go świętą krową!

Dziecko Pierwsze ma prawo do tego, żeby móc się bawić taką zabawką, którą akurat sobie wybierze (o ile nie wiąże się to z wyrywaniem jej Młodszemu). To wciąż jest dziecko, nie umie jeszcze spokojnie reagować na jawną niesprawiedliwość wobec niego.

Ono NIE MUSI godzić się na zabieranie mu zabawek, a my NIE MOŻEMY tego od niego wymagać.

A nawet wręcz MUSIMY nauczyć Dziecko Drugie tego, że nie wolno wyrywać zabawek (ani nic innego). I najlepiej wpajać to od momentu, kiedy tylko takie „zabawy” zaczynają mieć miejsce.

Oliwia i Wiktoria od dawna są na takim etapie wspólnych zabaw. Zdarza im się bawić ładnie, bez kłótni i bicia, ale niestety, najczęściej dominuje właśnie wyrywanie (i tu prym wiedzie Oliwia, choć Wiki też ma swoje za uszami).

Nagminnie mam do czynienia z taką sytuacją.

Wiki aranżuje sobie zabawę. Bawi się, bawi, podchodzi Oliwia, wyrywa zabawkę, Wiki w usiłuje ją odzyskać, ale Oliv ucieka ze zdobyczą, albo bije Wiktorię gdzie popadnie albo ciągnie za włosy (a ma w tym duże pole do popisu 😉 ). I awantura gotowa.

I tu wielką rolę muszę odegrać ja (najczęściej). Zabieram Oliwii rzeczoną zabawkę albo inny łup, oddaję Wiktorii, a Młodszej tłumaczę, że nie wolno nikomu nic zabierać i każę jej przeprosić Wiktorię (przytulenie i buziak). Jeśli Młodzież Młodsza bez problemów godzi się ze stratą i wynajduje sobie inną zabawkę, to jest po problemie.

Jeśli jednak strata jest ogromna i powoduje wybuch na miarę burzy i gradobicia, wtedy biorę Ją pod pachę wyprowadzam z pola walki i odwracam Jej uwagę przez zainteresowanie Jej czym innym.

Obydwa te sposoby działają zawsze 🙂

I to nie chodzi tylko o zabawki. Obie dziewczyny lubią się wspinać po moich nogach jak na drzewo. Kolejność mamy ustaloną: raz jedna, raz druga. Oliwia póki co zawsze protestuje jak jest kolej Wiktorii, ale tłumaczę, tak w koło Macieju, że jak wejdzie Wiktoria, to będzie kolej na Nią.

Inna sytuacja to przytulaski. Często jest tak, że obie pchają się jednocześnie. OK, z reguły się na to godzę. Ale czasem jest tak, że chcę się poświęcić tylko jednej z nich. I znów, gdy jest czas dla Wiktorii, słucham przeraźliwego koncertu w wykonaniu Oliwii. I znów tłumaczę 🙂

Albo na przykład sytuacja z wczoraj. Odkurzam, obie lubią mi w tej czynności pomagać. Daję raz jednej, raz drugiej, choć jak jest czas Wiktorii, to oczywiście Oliwia protestuje. A ja tłumaczę 🙂

Może i jest tak, że Ona jeszcze tego nie rozumie; mam tego świadomość. Ale mam też spokój sumienia, że od najmłodszych lat wpajam moim dzieciom, że zabawa nie polega na wyrywaniu zabawek, że można ustalić kolejność zabawy. I liczę na to, że w niedalekiej przyszłości to w końcu zaprocentuje i zaowocuje zabawami bez ryków, szarpania się i wciskania się „w kolejkę” 🙂

Bo wiecie, Młodsze to nie święta krowa, której wszystko bezkarnie wolno 🙂

3549137617_274251484c_z
Źródło: flickr.com/ fot. Rob Danton CC BY-NC-SA 2.0

3,622 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge