Chcesz mieć kolejne dziecko? Przygotuj się psychicznie

Napisała do mnie jedna z Czytelniczek. To, o co mnie zapytała, obudziło we mnie szereg wspomnień. Czy da się (i jeśli tak, to w jaki sposób) przygotować na urodzenie drugiego (i pewnie kolejnego) dziecka?

16929689041_b0b7378b94_z
Źródło: flickr.com/ fot. B&B Fotografia – Javier | Beatriz CC BY-NC-SA 2.0

Przypomniały mi się obawy, które targały moją głową, gdy dowiedziałam się, że jestem w drugiej ciąży. Teraz, z perspektywy czasu i doświadczeń, mogę napisać parę zdań temacie.

Czasem łapię się na myślach, że o ile mi było łatwiej, gdy byłam matką jedynaczki. Pisząc to absolutnie nie żałuję tego, że mam Oliwię, bo nie wyobrażam sobie bez niej życia. Jednak wygląd dnia codziennego, jego organizacja jest sporo trudniejsza, trzeba brać pod uwagę dużo więcej różnych, bardzo często niesprzyjających, okoliczności.

Z czym może być Ci łatwiej?

Z jednej strony masz już doświadczenie w opiece nad jednym dzieckiem, więc pielęgnacja, kąpiele, odpowiedni do pogody ubiór itd. wydają się być nie tak przerażające, jak były przed pojawieniem się pierworodnego (chyba, że ma się urodzić dziecko przeciwnej płci, to może rodzić pewne wątpliwości pielęgnacyjno-higieniczne). Ogólne zasady pielęgnacji są bowiem jednakowe.

Może Ci też odejść większość (albo duża część) zakupów wyprawkowych. No, chyba, że w poszukiwaniu wolnej przestrzeni uprawiałaś szeroko rozumiane rozdawnictwo-sprzedawnictwo 😉 To albo trzeba będzie się uśmiechnąć do obdarowanego, albo na nowo doposażać przyszłego nowego członka rodziny.

Może też być Ci łatwiej w kwestiach wychowawczych. Każda z nas ma przecież swoje (mniej lub bardziej skuteczne) sposoby radzenia sobie z różnymi trudnościami związanymi z szeroko rozumianym wychowywaniem szkraba. Co prawda każde dziecko jest inne, na jedno dziecko działa to, na inne tamto, ale połowa roboty jest już za Tobą. A jeśli okaże się, że drugie dzieciątko jest nieczułe na Twoje dotychczasowe metody wychowawcze, to wtedy dopiero będziesz się martwić i głowić nad tym, jak go ukierunkować.

Jako matka młodszego lub starszego już dziecka masz też wyrobiony swój matczyny rozum. Nauczona doświadczeniem wiesz już, jak można zorganizować karmienie, co może się dziać,  z jakim tekstami możesz się spotykać, więc już teraz możesz sobie przygotować listę celnych i zwalających z nóg odpowiedzi 🙂 I w każdej sytuacji będziesz gotowa, żeby zareagować w odpowiedni sposób, a nie robić karpika ze zdziwienia 🙂

A co może Cię martwić i niepokoić?

Pierwsza podstawowa obawa, która rodzi się w matczynej głowie jeszcze zanim w brzuchu zakiełkuje nowe życie, to pytanie:

Czy to JUŻ czas?

Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Jeśli chodzi o nasz zegar biologiczny, to wiadomo, on się nie cofa, idzie naprzód nieubłaganie. Im później, tym trudniej, tym większe ryzyko. Jeśli więc jesteś młodą dziewczyną, to możesz sobie pozwolić na odczekanie jeszcze trochę. Jednak jeśli tuż za uchem słyszysz ten swój tykający zegar biologiczny, to jeśli chcesz i masz możliwości – to nie zwlekaj zbyt długo z decyzją.

Czasami rytm planowania kolejnych ciąż jest wyznaczany leczeniem różnych chorób. I to wtedy lekarz decyduje o tym, czy nasze ciało jest gotowe na kolejną ciążę.

Wiele obaw wiąże się z wiekiem starszego dziecka. Im ono młodsze, tym więcej wątpliwości związanych z możliwościami ogarnięcia nowej rzeczywistości po pojawieniu się noworodka.

Są kobiety, które czują się na siłach, aby rodzić i wychowywać maluchy jedno po drugim, inne natomiast potrzebują trochę więcej czasu. Powinnaś wsłuchać się w siebie, każda z nas zna mniej więcej swoje możliwości, zna swoje umiejętności organizacyjne. Jednak, gdy podejmiesz już decyzję o kolejnym dziecku, musisz się liczyć z tym, że każde z dzieci jest indywidualnością. Nawet jeśli starsze było spokojnym niemowlakiem, można było przy nim zrobić wszystko, to nie możesz stawiać za pewnik tego, że drugie też takie będzie. Musisz się liczyć z tym, że może być wręcz odwrotnie. Jeśli już chcesz planować organizację życia, to lepiej weź pod uwagę i pierwszą, i drugą ewentualność. A już na pewno – zaplanuj sobie, że będziesz mieć bardzo wymagające młodsze dziecię. Jeśli jednak okaże się, że jest inaczej, to tylko się cieszyć, będzie Ci łatwiej, bo 3/4 roboty będziesz miała z głowy.

Ze swojego punktu widzenia mogę powiedzieć, że gdy zaszłam w drugą ciążę, Wiki miała półtora roku; gdy urodziłam – 2 lata i 4 miesiące. Choć starałam się wychować ją na dość samodzielną dziewczynkę, to jednak to było wówczas małe dziecko, często wymagała ode mnie różnego rodzaju pomocy. A że Oliwka okazała się być bardzo wymagającym dzieckiem, to niestety, ale nie miałam z głowy 3/4 roboty.

Czy kolejna ciąża będzie tak samo łatwa/dokuczliwa?

Nie ma reguły. Może być tak, że jeśli w pierwszej ciąży doświadczyłaś wszelkich (pozytywnych i negatywnych) jej uroków, to kolejnym razem nie odczujesz żadnych negatywnych skutków. Może zdarzyć się tak, że kolejna ciąża będzie jeszcze trudniejsza. A może też być tak, że będzie przebiegać bardzo podobnie. Często to jest loteria, często zależy od Twoich warunków anatomicznych, wiele też uzależnione jest od Twojego podejścia do samego faktu bycia w ciąży. Moje obie ciąże przebiegały bardzo podobnie, w obu miałam masakryczne bóle krzyża, realną obawę, że będą się spieszyły z wyjściem, przyjaźniłam się z Fenoterolem i innymi specyfikami łagodzącymi przedwczesne skurcze. Jedyna różnica (bardzo zasadnicza) była taka, że w ciąży z Wiktorią każdy ruch powodował nadmierne spinanie się brzucha, a w ciąży z Oliwią mogłam spacerować (nawet z wózkiem), ale bez zbytniego przemęczania się. Łatwiej było mi też rozpoznać, kiedy przeginam z wysiłkiem.

Poród

Panuje powszechny pogląd, że każdy kolejny poród jest szybszy i łatwiejszy. U mnie się to sprawdziło, bo mimo, że Oliwia ważyła 4 kg, czyli ponad 1 kg więcej niż Wiki, to mało brakowało, by urodziła się w domu czy aucie. Tak mnie jakoś wzięła z zaskoczenia, czając się (po raz kolejny zresztą) z bardzo nieregularnymi skurczami, żeby po niecałych 4 godzinach pojawić się na świecie (gdzie Wiki rodziła się całe 8 godzin). Musisz jednak sobie zdawać sprawę, każdy poród, tak jak ciąża, jest inny, że mogą pojawić się jakieś komplikacje, może się zdarzyć konieczność wykonania cięcia, użycia narzędzi (brrr, jak to brzmi….). I nie ma tu znaczenia, czy rodzisz po raz pierwszy, czy kolejny. Jeśli jednak wszystko przebiega zgodnie z planem, to może być tak, że urodzisz szybciej, bo już raz rodziłaś, Twoje ciało po pierwszym porodzie też jest bardziej przygotowane (biodra!), Ty już wiesz, jak bolą prawdziwe bóle porodowe, wiesz jak współpracować z położną. Ale nie zmienia to faktu, że kolejny poród może też trwać dłużej.

Jak podzielę moją miłość?

Pamiętam, jak w mojej głowie tkwiła obawa, czy dam radę pokochać taką samą miłością to moje drugie dziecię. Przecież już w tamtym momencie, gdy byłam w ciąży, kochałam Wiktorię najmocniej jak tylko potrafiłam. Jak tutaj podzielić to uczucie między dwoje (lub więcej) dzieci? Muszę Cię uspokoić. To uczucie się nie dzieli. Miłość do pierworodnego sama z siebie się nie zmienia 🙂 Po prostu w Twoim sercu otwiera się nowy worek miłości, który napełnia się z każdym kolejnym kopniakiem w żebra, pierwszym i każdym kolejnym spojrzeniem, dotykiem uśmiechem…

Trudna rola

Trudne i odpowiedzialne zadanie czeka Cię z odpowiednim przygotowaniem pierworodnego dziecka do bycia starszym bratem lub siostrą. Ono absolutnie nie może odczuwać odrzucenia spowodowanego faktem pojawienia się młodszego rodzeństwa. Wtedy może pojawić się bunt i starsze może nawet posunąć się do zrobienia krzywdy złodziejowi rodzicielskiej uwagi. Wiadomo, im mniejsze jest „kolejnorodne”, tym więcej uwagi i poświęconego czasu wymaga, ale nie wolno zapominać o starszym dziecku. To przecież też i wciąż DZIECKO. Twoje dziecko.

U nas był z tym spory problem, choć robiłam co mogłam. Jak może część z Was pamięta (a jeśli nie, to zapraszam tu, oooo i tu ) maleńka Oliwia była bardzo wymagającym dzieckiem. Nie przewidziałam, że młodsza będzie aż tak wysokoobsługowa, nie przygotowałam na to Wiktorii. Nie przygotowałam też siebie. Nie mogłam Wiktorii poświęcić tyle czasu i uwagi, ile chciałam. Tyle miałam planów, że nauczę ją tego i tego, że zrobimy razem to i tamto. Wszystkie plany wzięły w łeb.

A jako, że Wiki była jeszcze małym dzieckiem, w wielu rzeczach trzeba było jej po prostu pomóc. Bardzo często zdarzało się, że musiała krócej lub dłużej czekać. W odwecie zdarzało się, że gdy Oliwia leżała na pufie czy kanapie i była np. przewijana, Wiki podchodziła z drugiej strony, łapała Oliwię za głowę, podnosiła głowę do góry na tyle ile mogła (ok. kilku centymetrów) i …… w locie zabierała ręce. Dobrze, że chociaż lądowanie było miękkie i Wiki nie wpadała na ten pomysł gdy np. ćwiczyłam z Oliwią na macie. Ot taka pomysłowość 2,5-letniego, słusznie zazdrosnego dziecka.

Pocieszeniem jest sytuacja, gdy w wychowywaniu uczestniczą oboje rodzice. My przebywałyśmy głównie w swoim własnym, babskim gronie, więc tego komfortu właściwie nie było.

Obawa przed faworyzowaniem młodszego

Częściowo wiąże się to z poprzednim punktem. Na początku robimy to nieświadomie, bo jednak młodsze „samo się nie ogarnie, nie naje, nie przewinie”. Starsze potrafi już więcej, może poczekać, młodsza pociecha będzie dawać w niebogłosy znak, że jest źle, że jest mu potrzebna pomoc. Podświadomie potrzeby młodszego dziecka stawiamy na piedestale. Ale jeśli w porę, w miarę jak młodsze będzie coraz starsze, nie zdamy sobie sprawy z tego, że potrzeby pierworodnego też są ważne (że czasami to młodsze też może poczekać, że czasami może ustąpić), może poczuć się tym mniej ważnym dzieckiem. Pamiętacie ten wpis?

Rozdzielenie

To, z czym będziesz musiała sobie poradzić to rozdzielenie związane z hospitalizacją. Ja się bardzo tego obawiałam, byłam (i nadal jestem) bardzo związana emocjonalnie z Wiktorią. Jak wylądowałam na zwolnieniu to w swoim towarzystwie przebywałyśmy właściwie 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Siłą rzeczy się przyzwyczajasz do nieustannej obecności dziecka. Gdy nagle musiałam odwiedzić oddział będąc na obserwacji, to był dla mnie szok, nie byłam na to rozdzielenie jeszcze gotowa. Całe 3 doby spędzone w szpitalu byłam w dołku psychicznym przez praktycznie zerowy kontakt z Wiktorią (nie chciałam, żeby mnie odwiedzała, bo obawiałam się scen przy rozstaniu), każdą rozmowę przez telefon przepłacałam dołem, a nie dołkiem. Potem doszło kolejne rozdzielenie, gdy poszłam rodzić. Choć nie ukrywam, że za drugim razem było już łatwiej, bo opieka nad noworodkiem skutecznie odgania negatywne myśli.

No cóż, trzeba się z tym liczyć. Trzeba tłumaczyć dziecku i sobie, że to rozdzielenie będzie, ale szybko minie. Najgorsze są sytuacje, gdy to rozdzielenie z różnych powodów musi się przedłużyć (Współczesna MP, nadal nie umiem sobie tego wyobrazić).

I najbardziej szeroko rozumiana obawa: Jak będzie wyglądała organizacja życia codziennego.

To co przy jednym dziecku, jest stosunkowo proste i przyjemne, przy minimum dwójce dzieci robi się dużo trudniejsze. Prędzej czy później przyjdzie Ci się z tym zmierzyć:

Spacery/wyjścia z domu. Ogarnąć wózek, starsze dziecko, i z reguły – zakupy. Często to istna batalia. Ponadto każde wyjście z domu okraszone jest koniecznością pamiętania o wielu rzeczach (pieluchy, chusteczki nawilżane, ubranka na zmianę itd. itp). Ja sobie to nieco ułatwiłam – są rzeczy, których w ogóle spod wózka nie wyciągam, aby zawsze były „w gotowości bojowej”. Naszykowałam opakowania, sztuki i komplety rezerwowe, z których korzystam dopiero wtedy, gdy jest realna potrzeba. Dzięki temu o tych paru rzeczach nie muszę już pamiętać przed każdym wyjściem.

W którymś z kolejnych wpisów pokażę Wam co jeszcze ułatwiło mi organizację spacerów.

Sprzątanie/gotowanie. Wiadomo, samo się nie zrobi. Z reguły jest na to czas, gdy młodsze dziecko śpi, a starsze jest czymś zajęte. Można też sobie zainwestować w chustę, która wiele może nam ułatwić. Ja próbowałam, jednak każde podejście do motania Oliwii spotykało się z głośnym sprzeciwem z jej strony. A ponieważ z drzemkami miała ogromny problem, często lądowała w leżaczku czy na macie, niezależnie od tego, czy była tym faktem zachwycona, czy też nie. Bo czasem jednak trzeba zrobić coś więcej, niż tylko nosić.

Posiłki. Kto najpierw, czy na początek karmienie młodszego (a początki na cycu jak wiadomo lubią się przedłużać), czy jedzenie dla starszaka. Dobrze jest wyczuć, które z dzieci jest bardziej głodne. Jeśli wygląda na to, że wszyscy padają z głodu w równym stopniu, to wychodzę z założenia, że lepiej najpierw tak na szybko podszykować coś starszemu. Cycowanie z jednoczesnym wysłuchiwaniem jęczenia głodnego pierworodnego nie wpłynie korzystnie na Twój system nerwowy (i w dodatku może „rozkojarzyć” małego ssaka, przez co karmienie jeszcze bardziej się wydłuży). Ty jako mama musisz się liczyć z tym, że z reguły będziesz jeść na końcu (ale co to dla nas, nie? ;). No chyba, że masz bardzo samodzielnego starszaka, który potrafi się sam nakarmić. U nas z reguły wyglądało to tak, że kładłam Oliwię do leżaczka, leżaczek wstawiałam do kuchni, zagadywałam Młodzież, żeby nie płakała zbytnio, a w tym czasie na szybko przygotowywałam śniadanie dla siebie i Wiktorii. Potem wspólnie zasiadałyśmy przy stole i się pożywiałyśmy, a Oliwia mogła się na spokojnie przyssać.

W ogóle będąc mamą dwójki małych dzieci zobaczyłam, jak wiele rzeczy można zrobić podczas karmienia maleństwa przyssanego do piersi. Często czas karmienia wykorzystywałam na spędzanie spokojnych chwil z Wiktorią- czytałyśmy książeczki, budowałyśmy z klocków, bawiłyśmy się figurkami, oglądałyśmy bajki itd. Czasem nawet nie przerywając karmienia szłam zapalić światło w łazience czy sięgnąć coś z szafki.

Chwila dla siebie. O nią jest dość trudno w ciągu dnia. Prawda jest taka, że chwilę w pełni dla siebie może się zdarzyć albo wtedy, gdy wszystkie dzieci będą spać, albo gdy oddasz je komuś pod opiekę.

Jeśli chodzi o wieczory, to staram się, żeby obie dziewczyny w okolicach godziny 20.00 były już w łóżkach. Wtedy przychodzi czas prawdziwego spokoju. Ponadto codziennie rano mój budzik dzwoni o 6, bo żywię nadzieję, że kiedyś nastanie taki piękny dzień, że Oliwia pośpi chociaż do 6.30. Często budzik przesypiam, często nawet nie pamiętam, żeby dzwonił, ale moja nadzieja tli się nadal, że w końcu się uda poranna kawa w zupełnym spokoju.

Codzienna zabawa. Jedno chce się bawić w to, drugie w tamto. Jeśli mają się bawić samodzielnie, to jest ok. Jeśli każde z dzieci do tej zabawy potrzebuje Ciebie – musisz się podzielić: bawisz się na zmianę, chwilę z jednym, z chwilę z drugim. Jeśli chcą się bawić ze sobą (każdy w co innego) tworzy się kłótnia , Ty stajesz się rozjemcą i trzeba ustalić kolejność zabawy (co wcale nie oznacza, że obędzie się bez łez, bo „dlaczego mamy najpierw bawić się w jej/jego zabawę???”).

Są co prawda takie dni, że dzieci bawią się ze sobą w zgodzie. Uwielbiam ukradkiem, kiedy dziewczyny o tym nie wiedzą, obserwować ich wspólną zabawę. Mają ogromną wyobraźnię, niezatartą przez schematy (jak to często jest w przypadku dorosłych), co sprawia, że tam się po prostu akcja dzieje sama z siebie.

Przytulanie. Można się przytulać całą gromadą, to jasne. Ale bywa też tak, że chcesz na spokojnie poprzytulać się z jednym z dzieci, a drugie wpycha się na Twoje kolana wręcz zrzucając brata lub siostrę. Ja wtedy tłumaczę „agresorowi”, że za chwilę będzie czas na jego przytulaski. I trzeba tutaj wyważyć pierwszeństwo: raz jedno, raz drugie, żeby było sprawiedliwie. Zdarzało się też (w sumie nadal tak się zdarza), że Oliwia musiała w płaczu poczekać na swoją kolej, dawałam jej jakąś zabawkę i tuliłam Wiktorię. Gdy młodsze ma drzemki, to choć kawałek tego czasu możesz poświęcić tylko dla starszaka. Ja wiem, że obowiązki, sprzątanie, obiad…. Ale dziecko potrzebuje choć na chwilę Twojej niezmąconej niczym uwagi.

Konflikty. Codzienność w domu, gdzie jest więcej niż jedno dziecko. Tego nie unikniesz, choćbyś nie wiem nawet jak się starała. Pozostaje Ci tylko sprawiedliwie rozwiązywać kłótnie i tłumaczyć, tłumaczyć, tłumaczyć. U nas bywa, że w ciągu całego dnia dziewczyny pokłócą się całe kilka razy. Najczęściej jednak awantury wybuchają dość często, zdarza się też, że w ciągu pół godziny potrafią parokrotnie się wściec na siebie . Z reguły staram się zainterweniować w odpowiednim momencie, zanim wybuchnie poważny konflikt. Ale często też pozwalam im (Boże, miej pod opieką moje uszy…) na samodzielne i KONSTRUKTYWNE rozwiązanie sporu. Wszak to też jest coś, czego trzeba się nauczyć ;). Oliwka może jeszcze tego nie potrafi, ale widzę, że Wiktoria czasami sama próbuje ugłaskać rozjuszoną Oliwię (a ona to naprawdę potrafi pokazać wściekłość) i np. wymyśla inny wariant zabawy. Bardzo często przynosi to pozytywny efekt w postaci dalszej, spokojnej już zabawy. NA CHWILĘ 😉

Krótko podsumowując, planując bycie mamą po raz kolejny musisz zdać sobie sprawę z tego, że życie będzie od Ciebie wymagać, byś stała się mistrzynią organizacji wszystkiego. Na początku będzie trudno, a nawet bardzo trudno, bo pojawienie się nowego członka rodziny wywraca codzienność do góry nogami. Ale wiedz, że z czasem, w miarę jak będziecie się poznawać, Ty metodą prób i błędów będziesz dochodziła do tego, jakie rozwiązania najlepiej sprawdzają się w Waszym przypadku i z każdym kolejnym dniem będzie coraz lepiej.

Ja wiem, że może nie radzę sobie jakoś tam idealnie, ale wiem też, że robię co mogę, aby w tym wszystkim nie zwariować i żeby zapanował względny ład i skład.

Na koniec chciałabym Ci doradzić coś, czego jestem w 100% pewna. To, co ratuje życie w codziennej organizacji jest stały rytm, schemat dnia codziennego. Przy jednym dziecku ogólny plan dnia też jest istotny, ale uważam, że przy minimum dwójce dzieci jest wręcz obowiązkowy. Wiadomo, zdarzają się jakieś tam odstępstwa, sytuacje losowe mogą nam ten schemat poprzestawiać, ale staram się go trzymać. Dzięki temu dziwczynki wiedzą mniej więcej co kiedy następuje, są mniejsze protesty przy np. wieczornych rytuałach. Ale to jest ważne też dla mnie samej – wiem kiedy tak mniej więcej mogę się spodziewać mojego upragnionego CICHEGO wieczoru.

Według mnie nie da się tak do końca przygotować do tego, jak będzie nasza codzienność wyglądała po pojawieniu się kolejnego dziecka. Życie jest nieprzewidywalne. Możemy mieć swoje plany, pomysły na organizację dnia codziennego, ale trzeba mieć świadomość, że zawsze może się zdarzyć coś, co sprawi, że plany nie dojdą do skutku. Grunt to się wtedy nie poddać, tylko działać.

A Ty jesteś mamą jedynaka, czy może masz już więcej niż jedno dziecko? Jak wyglądają (czy wyglądały) Twoje przygotowania do tej roli?

5,485 total views, 1 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge