Biurko odkurzyć

27 października. Nadszedł ten wielki dzień, mocno przeze mnie wyczekiwany.

Wróciłam do pracy w szkole. Znów jestem pełnoetatowym logopedą 🙂

Źródło: flickr.com/ fot.  Mike Bitzenhofer CC BY-NC-ND 2.0
Źródło: flickr.com/ fot. Mike Bitzenhofer CC BY-NC-ND 2.0

Będzie teraz jeszcze mniej czasu na wszystko. Mam w sumie 26 godzin, do podziału na pół między gimnazjum i podstawówką. I tu się bardzo zmieniło. Zanim poszłam na zwolnienie na dzieciaki gimnazjalne miałam do dyspozycji całe 5 godzin. Uczniów kilkunastu, więc bywało tak, że żeby się zgrać z planem, to miałam po 3-4 osoby na jednych zajęciach. Jednym słowem takie zajęcia to była szkoła przetrwania. Dla mnie (bo weź tu się podziel) i dla nich też,  bo pomieścić kilku takich koni (przepraszam za to określenie, ale jest bardzo trafne) plus do tego jeszcze ja w małym gabinecie, to już szpilki się nie wciśnie.

Ale wracając do tego co jest teraz. Teraz godzin jest całe 13 (i do tego jedna karciana) a uczniów …. było sztuk 6… Dobrałam jeszcze dwójkę. Teraz jest taka sytuacja, że tu znów mam godzin sporo, a w podstawówce by się te nadprogramowe przydały… Bo tam z kolei na taki sam zestaw godzinowy dzieci do terapii mam zgłoszone 23 osoby…

Plus do tego jeszcze przedszkole i praca w przychodni. Tu na szczęście są to pojedyncze godziny, bo inaczej ciężko by było to wszystko ze sobą pogodzić.

Od teraz wiele rzeczy drastycznie się zmieni. Doba nie chce się rozciągnąć,  a obowiązków 5 razy więcej niż było :/

Poszerzy się też zawartość bloga. Pojawi się więcej tematów z pomocami,  zabawami, bo jednak znów będzie trzeba ich dużo produkować. Nie zabraknie tematów okołoparentingowych,  okołodzieciowych,  porad logopedycznych i tego, co Wy będziecie uznawali za potrzebne 🙂 Kilka wątków już zostało podjętych, np. smoczki; doczekają się kontynuacji.

Powiem Wam, że chciałam już wrócić do pracy (tak, ja, wyrodna matka).

Przez te 20 miesięcy, kiedy mnie tam nie było bardzo się stęskniłam za dzieciakami, tym ogólnym gwarem, życiem szkolnym. Wiadomo, moje prywatne dzieci były, są i będą na pierwszym planie, jednak to bycie z Nimi i tylko z Nimi z biegiem czasu stało się męczące. One same, i nie ma się też co Im dziwić, też były zmęczone tym, że wiecznie są tylko ze mną. Tylko ja i ja, i ja… No ileż można.

Ja chwilowo mam po dziurki w nosie siedzenia w domu. Jakoś tak się chyba nie nadaję na bycie typową kurą domową. Nużyło mnie już to, dzień w dzień to samo.

A teraz? Wracam z pracy. Jestem naładowana energią, dziewczyny stęsknione lecą się witać, Oliwka nawet bardzo chętnie buziaki sprzedaje. Widać, że czuje mój brak, bo po powrocie, każdego dnia muszę Ją co najmniej pół godziny nosić na rękach. I się tuli, i całuje, nie opuszcza mnie na krok. W tym tygodniu Wiki przebywała w domu, bo zmaga się z kolejną infekcją. Ona chyba już bardziej przyzwyczajona do tego, że dzień spędza beze mnie, bo wita się chętnie, ale jej wielki entuzjazm jest tylko przez pierwsze kilka minut. Potem wraca już do swoich zajęć.

 

Tak naprawdę, to dopiero teraz przyjdzie mi czasem odpocząć. Jak będzie okienko, to nikt nie będzie marudził, żeby się nim zająć, będzie czas na spokojne wypicie kawy, naszykowanie pomocy 🙂

Póki co zajęć bardzo dużo, często nie wiem, w co najpierw włożyć ręce; jeszcze ogarniam wszystko. Najgorsze chyba za mną – plan wydaje się być w końcu ustalony (dziś znów musiałam zmiany wprowadzać,  bo dwóm klasom zmienił się plan lekcji), pozostało jeszcze dokończyć programy terapii dzieci, które doszły teraz i będzie można oddać się spokojnej pracy.

I tak do ferii, po których znów będzie trzeba ustalać nowy plan… :/

780 total views, 7 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge