A my tu sobie pitu-pitu

Podobno znalezienie czterolistnej koniczyny przynosi szczęście. Nie wiem, nie było dane mi jej znaleźć, więc sprawdzić nie mogłam. Jeśli kiedyś próbowaliście ją znaleźć, to wiecie, że graniczy to z cudem. Koniczyna rośnie w dużych kępach, trzeba by przegrzebywać każdą po kolei i sprawdzać, bo może rośnie w tej. Albo tamtej.

A wiecie, że można komuś ułatwić znalezienie czterolistnej koniczyny?

2067139101_c4dcd94227_z
Źródło: flickr.com/ fot. Bill Selak CC BY-ND 2.0

 

Pierwszy kwartał nowego roku. Rok w rok to samo. PITy, PITy i jeszcze raz PITy. PITulenie na całego. Co i rusz znajomi z FB czy innych „kontaktów ze światem” udostępniają coraz to nowe prośby o przekazanie 1%.

 
Dlaczego ja też o to proszę? Nie, nie dla siebie, nie dla moich dzieci. Za chwilę Wam kogoś przedstawię.

 
Ale póki co pewnie zadajesz sobie pytanie: Dlaczego mam pomóc?

 
Nie wiem jak Ty, ale ja lubię, jak uda mi się komuś pomóc (nawet w niewielki sposób). Nie chodzi mi tu o wdzięczność obdarowanego. Nie, absolutnie, mnie to nawet krępuje. Bardziej chodzi mi o to, że swoim niewielkim krokiem przybliżam kogoś do celu (bardziej lub mniej odległego), do szczęścia. Czemu miałabym nie pomóc, skoro mogę? Korona mi z głowy nie spadnie (choć najpierw trzeba by ją mieć 😉 ).

 
Czemu jeszcze możesz chcieć pomóc?

 
Ano z prozaicznej przyczyny: żeby Twoje pieniądze, których i tak na oczy nie zobaczysz, mogły pomóc zrealizować jakiś szczytny cel, a nie po raz kolejny trafiły w łapy i tak już mających za dużo urzędasów.

 
W dzisiejszym świecie niestety wszystko rozbija się o kasę. Od kasy zależy życie, zdrowie, spełnianie marzeń. Często nie zdajemy sobie sprawy o jakie kwoty to się rozbija. Powiem Wam tylko tak: Oliwia od 3 miesiąca swojego życia była rehabilitowana. Przez 4 miesiące, tydzień w tydzień. Po tym czasie miała miesięczną przerwę, potem miesiąc zajęć refundowanych, a kolejny miesiąc znów prywatnie. Godzina tygodniowo, za godzinę 80 zł. Ktoś powie: „Łiii tam, tylko tyle?”. Tak, tylko, albo i AŻ tyle. U nas to było płatnych tylko ok. 20 sesji. Ale są dzieciaki, które są rehabilitowane latami, kilka-kilkanaście godzin w tygodniu. Za jedne zajęcia płaci się raz więcej, innym razem mniej, ale przy tylu godzinach koszty stają się ogromne.

 
Często pada pytanie: Jak mogę pomóc?

 
Akurat w przypadku 1% sprawa jest banalna. Nic wielkiego nie musisz robić, wystarczy tylko przy wypełnianiu rozliczenia podatkowego uzupełnić 2 rubryki więcej. Żadna filozofia, tym bardziej, że w przypadku tych rubryk nic a nic nie musisz liczyć 😉 No, chyba, że tylko to, czy ilość wpisanych cyfr się zgadza (ja to zawsze sprawdzam kilka razy, zwłaszcza jak wpisuję jakiś numer konta 😉 ).

 
Teraz przechodzimy do sedna.

 
Chciałabym Wam przedstawić Kasię. Katarzyna to moja znajoma, nasze mamy to koleżanki z lat szkolnych. Kasia jest szczęśliwą Mamą. 5 lat temu w Jej życiu pojawił się Syn Bartek. Po kilku latach pod Jej sercem zamieszkały 3 (słownie: TRZY!) Okruszki. Jak się okazało – same Dziewczynki. Dziewczyny urodziły się (jak można się domyślać) dużo przed terminem, miały być z października, wyskoczyły w lipcu, niespełna miesiąc po mojej Oliwii.

 
Dlaczego chcę pomóc Jej dzieciom? Przez to, że znam Ją osobiście, to raz. Chyba oczywiste, że chętniej się pomaga komuś, kogo się zna. Ale dwa jest ważniejsze – Katarzyna jest tak ciepłą osobą, tak pełną pokory, i bardzo podobnie jak ja – taką, która nie lubi roztrzepywać wszem i wobec swoich problemów. I taką, która pomimo kłód rzucanych pod nogi przez Los, dzielnie i z uśmiechem przemierza każdy dzień.

 

Zresztą, posłuchajcie Jej sami, oddaję głos i klawiaturę w Jej ręce 😉 :

Chciałam napisać o Kalinie. Jest to trudne, ponieważ, mimo iż zamieszczam tu dużo zdjęć moich dzieci, czy też anegdoty ich dotyczące, nie bardzo lubię zwierzać się fejsbukowi ani opowiadać wszystkim o tym, co trudne i bardzo osobiste. Nie mam ochoty robić żadnej sensacji ani z tego, że urodziłam trojaczki, ani z tego, że jedna z moich córek jest niepełnosprawna. Z całym szacunkiem do ludzi, którzy w imieniu swoich chorych dzieci prowadzą dla i za nich strony na fbku, czy blogi, ja nie potrafię pisać w imieniu Kaliny. Rozumiem taką potrzebę wsparcia, ale ja nie potrafię. Oczywiście, że chciałabym, żeby za Kalinę trzymał kciuki cały świat, bo zawsze mam wrażenie, że każda osoba, która o niej ciepło pomyśli, czy, jeśli jest wierząca, pomodli się za nią, przybliża ją do sukcesu. Nie wiem dokładnie, co będzie sukcesem mojej córeczki. Wydaje mi się, że każdy jej uśmiech to sukces, zważywszy na to, że urodziła się smutna, wręcz zaciśnięta, jakby w ogóle nie chciała tu być. Nie chciała być dotykana, często przy próbie dotknięcia jej wpadała w bezdech ze zdenerwowania. Ten półtorakilogramowy pisklak toczył straszną walkę o przetrwanie, walkę z tym, co działo się w jego głowie. A działo się dużo. Okazało się, że już wewnątrzmacicznie Kalina doznała wylewów krwi do mózgu. Niestety, ścisnęła się w jednym worku owodniowym z siostrą, rosła szybko i naczynia krwionośne nie wytrzymały. Wylewy były silne, wszystko jeszcze organizowało się po porodzie (który dzięki Bogu nastąpił przedwcześnie, bo Kalina chyba by nie przeżyła kolejnych tygodni), aż zatrzymało na 3 i 4 stopniu. Nie będę się rozpisywać, czym to skutkuje, można to znaleźć w internecie. Nie chcę za dużo pisać o problemach dziecka, które może kiedyś będzie samo chciało decydować o swojej prywatności. Chcę tylko napisać o tym, że mimo swoich ograniczeń, porażonych mięśni, faktu, że jest zależna ode mnie, bo sama jeszcze nie umie siedzieć ani chodzić i nie wiem, kiedy to w ogóle nastąpi, mimo porażonych mięśni oczu i tego, że nie widzi dobrze, moja córka od kiedy skończyła cztery miesiące życia (a jest skrajnym wcześniakiem, odliczamy jakieś 2,5 mca) prowadzi bardzo aktywne życie, ma w tej chwili jedenaście godzin rehabilitacji w tygodniu, na które jeździ prawie regularnie, chyba, że naprawdę jest chora, pracuje jak dzielna mrówka z przeróżnymi osobami, do których musiała się przyzwyczaić, wykonuje różnorakie ćwiczenia, czy ma humor, czy nie, czy chce się jej w danym momencie spać, jeść itp. Nikt jej nie pyta, czy ma chandrę, czy klimat ten co trzeba, choć wszyscy terapeuci są cudowni i bardzo opiekuńczy, Kalina musi każdy taki dzienny maraton odespać na mnie, często wraca wykończona i płacze po drodze, wnoszę ją na pół śpiącą rozbieram, daję mleko na śpiku i zasypiamy. I tak od nowa. Dzięki tym zajęciom, tej dyscyplinie moje dziecko robi ogromne postępy, choć pewnie zdziwilibyście się jakie to postępy. Jest uśmiechnięte, rozgruchane, rozgadane, radosne, wciąż chętnie do robienia psikusów, do wszelakich zabaw, do pracy z każdą zabawką do integracji sensorycznej. Ja się zmęczę, a ona nie. Wciąż chce nowego, jest ciekawa całego świata, i choć nie potrafi utrzymać ciała w pozycji siedzącej, jej nóżki już drobią do chodzenia. Nikt tak jak Kalina nie śmieje się na widok słonia na szpitalnej ścianie i nikt tak jak ona nie mruczy nisko ‚mniam’ przy każdej łyżeczce jogurtu i ‚mama’, kiedy po kąpieli nacieram ją oliwką i całuję stópki.
Piszę o tym wszystkim, bo nadszedł znowu czas rozliczeń pitów i odliczania jednego procenta. I czytam niemal codziennie o tych wszystkich potrzebujących dzieciach, których tak wiele spotykamy z Kaliną na swojej drodze. I myślę, co tu napisać o moich trojaczkach, bo przecież też mamy subkonto i też naprawdę potrzebujemy pieniędzy, każda godzina rehabilitacji, każda prywatna wizyta i zabieg kosztują, pomijając codzienne wydatki na leki, szczepienia, pieluchy, mleko i wszystko związane z opieką razy trzy (a mamy jeszcze Bartka). I choć subkonto jest w fundacji FUNDACJA WCZEŚNIAK RODZICE-RODZICOM na moje trzy panny, to tak naprawdę najbardziej potrzebująca jest tu Kalina. To ją czekają stałe kontrole w szpitalach, operacje oczu, rehabilitacje, zakup sprzętu rehabilitacyjnego, żeby mogła funkcjonować i ‚iść do przodu’. A mnie wciąż głupio o tym pisać. Jakoś dziwnie tak. Nie lubię prosić. Dobija mnie to, że wszyscy Ci ludzie, którzy są chorzy, czy mają chore dzieci, muszą prosić. Choćby o ten 1%. Żeby mieć nadzieję popartą konkretami. Bo nie da się ani chorować ani zdrowieć bez pieniędzy. Więc proszę, nie w imieniu Kaliny, bo nie chcę, żeby Ona już musiała o coś prosić, proszę w swoim imieniu, wdzięczna za zeszłoroczne wsparcie, o wsparcie w tym roku. I zdaję sobie sprawę, że potrzebujących jest wielu. Wczoraj wróciłyśmy z Kaliną ze szpitala. Rozmawiałam tam z bardzo fajnym kapelanem, który powiedział mi: ‚kochana, nie myśl o tym, że jest tylu potrzebujących, bo zawsze znajdzie się ktoś bardziej potrzebujący. Wystarczy przejść się po neuro- i kardiochirurgii. Myśl o tym jak potrzebna jesteś ty swojej córce a ona tobie. I wtedy po prostu poproś.’
By przekazać moim trojaczkom 1% podatku dochodowego, wystarczy wpisać w rozliczeniu podatkowym
nr KRS 0000191989, a w polu Cel szczegółowy wpisać Kalina, Izabella, Lena Siuta (dokładnie w takiej kolejności). Dziękuję 🙂

 

A tu Kalinka, półtoraroczne Waleczne Serce w trakcie zajęć, które tylko wyglądają na relaksującą, fantastyczną zabawę, a tak naprawdę są ciężką pracą.

Kalina1 Kalina2 Kalina3 Kalina4 Kalina5 Kalina6 Kalina7 Kalina10

Kalina9 Kalina11

3,469 total views, 23 views today

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge